środa, 31 grudnia 2014

Białe róże dla Matyldy


Magdalena Zimniak- autorka powieści „Szlak” (2008), „Willa” (2010, nominacja do nagrody Srebrny Kałamarz i wyróżnienie jury w konkursie Najlepsza Książka na Jesień na portalu literackim granice.pl) oraz „Pokój Marty” (2012). Pisuje też opowiadania, które ukazywały się w Akancie i Magazynie Fantastycznym. Jest laureatką konkursu na opowiadanie kryminalne ogłoszonego przez agencję literacką Pal Twins i Związek Literatów Polskich (opowiadanie „Zapach róż”) oraz laureatką konkursu wydawnictwa Replika na opowiadanie erotyczne (opowiadanie „Wstydliwy Sekret”).
(wiadomości wzięte ze strony Lubimyczytać.pl)
Tytułowa bohaterka Beata straciła w wypadku samochodowym oboje rodziców. Nagła śmierć nie pozwala jej pożegnać się z najbliższymi. Nigdy nie myślała, że jej rodzice odejdą w ten sposób. Wszyscy mówili że jej mama jest świetnym kierowcą, nawet ojciec śmiejąc się przyznawał, że żona prowadzi lepiej od niego, dlatego nie potrafi zrozumieć jak to się stało, że wyjechała z trasy, uderzyła w drzewo jeszcze z bardzo dużą prędkością. Gdy dochodzi dzień pogrzebu jest strasznie spokojna. Bardzo chciałaby ich pożegnać po swojemu, ale nie potrafi. Wierzy w to, że to tylko zły koszmar, który zaraz się skończy i zobaczy roześmianych rodziców.

Konrad jest mężem Beaty. Bardzo go kocha i potrzebuje jego wsparcia.  Beata ma także ciocię Matyldę, która jest siostrą jej matki. Mat jest uznaną lekarką. Bardzo podziwiała Matyldę. Życie nie obchodziło się z nią łagodnie, nie zna nikogo kto stracił więcej niż ona. Miała dwoje dzieci które umarły zanim skończyły trzy lata. Wkrótce potem zginął jej mąż. To wszystko rozegrało się niż Beata miała przyjść na świat.  Mat sprawia na niej wrażenie postaci wyjętej z antycznego dramatu, ma surową twarz o klasycznych rysach, a oczy niekiedy przewiercają człowieka na wskroś. Mat nie tylko ją onieśmiela, czasem wręcz się jej boi, chociaż w stosunku do niej była zawsze serdeczna. Któregoś dnia Beata znajduje pamiętnik ciotki i zaczyna go czytać...
Jak myślicie co będzie dalej? Jakie nowe dowody znalazł podkomisarz? Czy pamiętnik, który odnajdzie Beata zmieni jej dotychczasowe życie? Nie dowiecie się, jeżeli nie przeczytacie
To jest pierwsze moje spotkanie z książką Magdaleny Zimniak i mam nadzieję, że nie ostatnie. Białe róże dla Matyldy to piękna książka, lekka i bardzo ciekawa. Kolejna historia opowiadająca o stracie. Często przed oczami widzę właśnie taką wizje... Rodzice wracają samochodem do domu i to z dużą prędkością... Tracą panowanie nad samochodem i uderzają z impetem w drzewo... Nie wiem czy uważać to za jakiś znak proroczy, czy tylko przestrach przed tym, że kiedyś rodziców mogę stracić? Miejmy nadzieję, że to szybko nie nastąpi.

Czy ta książka jest typowym kobiecym czytadłem? A właśnie nie. Opowiada o prawdziwym życiu, smutkach i bólu. Książka rozczuli nawet najtwardsze serce i doprowadzi do łez. Do teraz nie potrafię zrozumieć co kierowało nastoletnią Matyldę, że za wszelką cenę chciała zobaczyć to, iż jest ważna i że rodzina ją kocha, a nie tylko starszą siostrę. Może na prawdę była chora psychicznie? Może, dlatego mama Basi nie trzymała żadnych zdjęć z dnia ślubu Matyldy? Co takiego wydarzyło się w ich życiu, że tyle tajemnic skrywali przed Basią? Mieli ku temu powód? Czemu Matylda nic jej nie powiedziała, tylko pozostawiła na wierzchu swój pamiętnik? A może miała ku temu jakiś powód? Same pytania i brak odpowiedzi... Jeżeli chcecie dostać odpowiedź na wszystkie pytania, weźcie się za czytanie, a nie pożałujecie. Polecam.

Tytuł: Białe róże dla Matyldy
Autor: Magdalena Zimniak
Wydawnictwo: Prozami
Ilość stron: 188
Ocena: 5/6

Wywiad z Magdaleną Zimniak


1. Jak zaczęła się pani przygoda z pisaniem?


Odkąd pamiętam, chciałam być pisarką. W drugiej klasie szkoły podstawowej nauczycielka stwierdziła, że mam paskudny charakter pisma i kazała mi ćwiczyć kaligrafię. Oczywiście, nawet mi nie przyszło do głowy przepisywać cudzych tekstów. Stworzyłam najpiękniejszą baśń o królu, królewnie i tysiącach perypetii, które musieli przeżyć. Nauczycielka tylko spojrzała i stwierdziła, że moje pismo wciąż pozostawia wiele do życzenia. To było pierwsze rozczarowanie młodej pisarki. Trochę się obraziłam, ale w liceum od czasu do czasu coś tam skrobnęłam. Niestety, komputery nie były wtedy popularne, a ja nie jestem zbyt porządną i dobrze zorganizowaną osobą, więc wszystkie moje arcydzieła zaginęły. Potem robiłam masę innych rzeczy, ale marzenie o pisaniu wciąż tkwiło. Kiedy moja starsza córka, Ania, miała kilka lat, pisałam dla niej baśń, którą ona do tej pory uważa za moje najlepsze dzieło. Później całkiem poważnie zaczęłam tworzyć opowiadania, ale nie byłam pewna, co z nimi zrobić. Ania, wtedy już nastolatka, przyszła mi z pomocą, przynosząc czasopismo Akant i namawiając, żebym tam wysłała tekst. Zrobiłam to i został przyjęty. Potem spróbowałam z powieściami i już nie mogę się zatrzymać 

2. Co pani poczuła, gdy wyczytali pani nazwisko, ogłaszając, że wygrała pani nagrodę ,,Pióra i pazur" za Jezioro Cierni?
Wielką radość oczywiście. Na zdjęciach widać, że podniosłam pięść w geście zwycięstwa . Każdy autor pragnie być doceniony, a kiedy doceniają czytelnicy, satysfakcja jest największa. To potwierdzenie, że to, co piszę, trafia do ludzi, podoba się.

3. Skąd wziął się pomysł na stworzenie historii o Matyldzie i o tym, że Beata dopiero po śmierci rodziców tak naprawdę dowiaduje się o zaistniałych sytuacjach?

Bezpośrednią inspiracją była książka Antoinette van Heugten „Dotknąć prawdy” . Występuje tam osoba, cierpiąca na zaburzenie psychiczne, które jest tematem mojej powieści. Przedstawienie problemu wydało mi się spłaszczone. Zdałam sobie sprawę, że nie pierwszy raz spotykam się z tym w literaturze czy kinematografii. Ilekroć czytałam książki bądź oglądałam filmy dotykające tego tematu, raziła mnie jednostronność i tendencyjność. Postanowiłam zrobić to inaczej. Z sygnałów, które mnie dochodzą, wnioskuję, że przynajmniej częściowo mi się udało. Beata dowiaduje się o wszystkim dopiero po śmierci rodziców po pierwsze dlatego, że jej mama postanowiła niczego jej nie mówić i wychować ją w poczuciu bezpieczeństwa, po drugie, może nawet ważniejsze, fabuła opiera się na stopniowym odkrywaniu prawdy przez bohaterkę. 

4. Sądzi pani że młoda Matylda dobrze postąpiła, gdy naraziła na niebezpieczeństwo swoje życie, by jej rodzina zwróciła na nią uwagę?

Matylda była chora. Jej postępowanie było wynikiem choroby. Człowiek zdrowy nie poszedłby tą drogą. 

5. Jakie jest pani motto, którym kieruje się pani w życiu?

Nie mam motta życiowego. Staram się nie wpadać w pułapkę stereotypowego myślenia oraz dostrzegać w ludziach dobre cechy. Jakoś mi się udaje i naprawdę ludzi lubię. Jeśli chodzi o pracę, uwielbiam powiedzenie, które przypisuje się Edisonowi: „Genius is one percent inspiration, ninety-nine percent perspiration”(Geniusz to jeden procent natchnienia, dziewięćdziesiąt dziewięć procent wypocenia). Powtarzam je swoim córkom, aż czasami zwracają mi uwagę, że przesadzam. Nudzę po prostu 

6. Zastanawiała się pani nad tym, czy by się pani zajmowała gdyby świat pisarski nie był dla pani?

Nie utrzymuję się z pisania. Jak to się mówi, pieniądze z tantiem na razie wystarczają na waciki. Prowadzę szkołę angielskiego, w której uczę i bardzo to lubię. 

7. Zawsze marzyłam o tym by w przyszłości napisać własną książkę, lecz nikt w to nie wierzy, dlatego chce im udowodnić, że się mylą. A jak było z panią? Czy rodzina wspierała panią w spełnieniu marzenia?

Nie mogę na to pytanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Mama traktowała moje marzenie jak mrzonkę, dopóki nie zobaczyła wydrukowanej książki. Brat nie czytuje, bo uważa, że to powieści nie w jego stylu. Mąż uznał, że jeśli się za to biorę, to widocznie mam jakieś pojęcie. Córki zawsze we mnie wierzyły i dotąd mam w nich największe wsparcie. 

8. Co w procesie pisania sprawia pani największy problem? Opis bohaterów, fabuła, czy raczej coś innego?

Miewam problemy z właściwym użyciem słów. Pomysły są niezłe, wyobraźnia nie szwankuje, daję radę z konstrukcją. Najtrudniejszy jest język i szlifowanie go uważam za najważniejsze. 

9. Czy posiada pani jakieś inne zainteresowania prócz pisania?
Uwielbiam czytać, ale to chyba jasne. Bardzo lubię sport; w młodości grałam zawodniczo w tenisa, co roku jeżdżę na nartach. Kocham góry o każdej porze roku, zdobycia szczytu nie da się porównać z niczym innym. 

10. Wspomnienie z dzieciństwa jakie pamięta pani do dziś?

To wspomnienie z początku szkoły podstawowej. Byłam z rodziną nad morzem. Tata, który zawsze był dla mnie wzorem, powiedział, że jeżeli przepłynę od falochronu do falochronu, dostanę złoty medal. Udało się i medal zawisł na mojej szyi. To był taki metalowy krążek, który można było kupić w każdym kiosku. Do dziś pamiętam przepełniającą mnie dumę. Później zdarzało mi się dostawać różne nagrody, ale uczucie satysfakcji nigdy nie powtórzyło się z taką intensywnością.





wtorek, 30 grudnia 2014

Książki 2014 roku


Podsumowanie książek jakie przeczytałam w roku 2014. Jest ich strasznie mało w porównaniu z innymi, ale się tym nie przejmuje :) Nadrobię w wakacje :D Te wszystkie książki trafiły do mojego serca :) Polecam :)

1. Milaczek - Magdalena Witkiewicz.
2. Panny roztropne- Magdalena Witkiewicz
3. Szczęście pachnące wanilią- Magdalena Witkiewicz
4. Szczęście all inclusive- Krystyna Mirek.
5. Panna Młoda- Nike Farida.
6. Motylek- Katarzyna Puzyńska.
7. Lawenda- Ewa Formella.
8. Nieumarła i niezamężna- MaryJanice Davindon.
9. Jutro- Guillaume Musso.
10. Twoja kolej- Pamela Ribon
11. Ty jesteś moje imię- Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

12. Nie licząc kota- Kasia Bulicz- Kasprzak
13. Patron- Mateusz M. Lemberg
14. Pierwsza na liście- Magdalena Witkiewicz
15. Białe róże dla Matyldy- Magdalena Zimniak
16. Stulecie Winnych- Ałbena Grabowska
17. Podarunek- Krystyna Mirek
18. Jeszcze raz Nataszo- Karolina Wilczyńska
19. Każdego dnia- Zbiór opowiadań
20. Zamek z piasku- Magdalena Witkiewicz
21. Ślady hamowania- Magdalena Zimny-Louis





sobota, 27 grudnia 2014

Wywiad z Karoliną Wilczyńską


1. Co było powodem, że zaczęła pani pisać książki?

Nie było chyba żadnego specjalnego powodu, poza tym, że zawsze chciałam to robić. Dużo czasu zabrało mi zastanawianie się nad tym, czy mogę spróbować. Kiedy wreszcie się odważyłam, to dalej już było dużo łatwiej ;)

2. Która książka jest pani pierwszą? Dlaczego akurat od tej powieści zaczęła pani swoją karierę z pisaniem?

Pierwszą powieścią, którą wydałam był „Performens”. Dlaczego ta? Szczerze mówiąc – nie mam pojęcia. Pierwsza we mnie powstała, spisałam ją i miałam na tyle dużo szczęścia, że znalazł się wydawca, któremu się spodobała.

3. Z którą bohaterką książki jest pani najbardziej związana i dlaczego?

Jestem związana z każdą ze swoich bohaterek. Podczas pisania żyję ich życiem, razem z nimi odczuwam radości i porażki, więc nie sposób być wobec nich obojętną. Nie chciałabym żadnej wyróżniać.

4. Skąd czerpie pani pomysły do tworzenia tak pięknych historii? Z życia, czy z własnej wiedzy?

Chyba bardziej z życia. I z tego, co czuję obserwując innych ludzi. Wiedza trochę się przydaje, ale dla mnie najważniejsze są emocje, przy których rozumowe pojmowanie rzeczywistości zwykle odchodzi na dalszy plan. A czy moje historie są piękne? Myślę, że tak samo jak życie każdego z nas. Bo każda historia, każdy człowiek, są jedyne, niepowtarzalne i warto znaleźć chwilę, żeby się nad nimi pochylić.

5. Czy w wcześniejszych latach myślała pani o tym, że zostanie kiedyś pisarką?

Marzyłam o tym. I jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się spełnić to pragnienie. Mam nadzieję, że będę pisać dalej, bo to jeden z najlepszych „kawałków” mojego życia.

6. Kiedy opisywała pani losy Nataszy pojawiła się choć raz łza w oku? Jeżeli tak to w którym momencie książki?

Jak mówiłam – żyję ze swoimi bohaterkami. Cieszę się, gdy one się cieszą i oczywiście zdarza mi się razem z nimi zapłakać. Z Nataszą płakałam kilka razy. Nie powiem, w którym momencie, ale mogę za to zdradzić, że wcale nie było mi smutno, gdy Darek ostatecznie odszedł. Przeciwnie – poczułam jakiś rodzaj ulgi i nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

7. Z czym kojarzy się pani dom rodzinny?

Z miłością, ciepłem, z miejscem, do którego zawsze można wrócić i w którym ktoś na nas czeka. I kocha nas bezwarunkowo – ze wszystkimi wadami, błędami, porażkami.  

8. Co pani czuje i czym się pani zajmuje po definitywnym zakończeniu pani najnowszej książki?

Kiedy skończę pisać jakąś historię, zazwyczaj potrzebuję nieco czasu, aby się z nią rozstać. Czasami wystarczy kilka dni, a czasami kilka miesięcy. A kiedy już to nastąpi – zazwyczaj pojawia się nowa historia i zaczyna we mnie dojrzewać. No i nie ma wyjścia – trzeba znowu zacząć pisać

9. Jakie jest pani największe marzenie, którego jeszcze nie zdążyła pani zrealizować?

Marzę o domu pod lasem. Chciałabym żyć bliżej natury, a dalej od pośpiechu miasta. Mieć czas na spokojne wypicie kawy na tarasie, na obserwowanie kwiatów i ptaków. A wieczorem, zamiast neonów i latarni, widzieć gwiazdy.

10. Czy posiada pani specjalne miejsce na świecie do którego uciekłaby pani by odciąć się od świata, odpocząć, pomyśleć nad kolejnymi książkami?

Takim specjalnym miejscem, do którego uciekam, jest mój wewnętrzny świat. Gdy chcę odpocząć wchodzę w krainę własnych marzeń. I na razie tylko tam mam swój domek.

11. Oprócz pisania posiada pani jeszcze jakąś inną pasję, hobby do którego chętnie się pani zabiera?

Owszem, jest kilka rzeczy, którymi chętnie się zajmuję. Mam niewielki ogródek, gdzie staram się stworzyć namiastkę własnego wymarzonego świata, a zimą szydełkuję, haftuję albo zajmuję się decoupage’m. Zainteresowanych zapraszam na moją stronę internetową, gdzie można zobaczyć to, co udało mi się stworzyć (www.karolinawilczynska.eu)




poniedziałek, 22 grudnia 2014

Jeszcze raz Nataszo



Każdy związek to nieustanne pole walki. A walka staje się bezpardonowa, kiedy małżeństwo po 18 latach przechodzi do historii- pisze Ałbena Grabowska. Czy ma racje?

Karolina Wilczyńska- Bez wątpienia kobieta, z pewnością skomplikowana, raczej optymistyczna, czasami nieco melancholijna. Kocha świat, lubi większość ludzi, szanuje odmienność, nie lubi bezmyślności, nie znosi chamstwa. Bywa szczęśliwa, jest poszukująca, jaka będzie – czas pokaże. Marzy o spokoju, kominku w domku pod lasem i szerokim łóżku. Ewentualnie o wygranej w lotto, aby spełnić wymienione poprzednio marzenia. 

(Informacje wzięte z Książka zamiast kwiatka).

Jak sam tytuł wskazuje bohaterką powieści jest Natasza. Miała wszystko: kochającego męża, piękny dom, spektakularną karierę i własną agencję reklamową. Życie Nataszy wydawało się perfekcyjne... Do czasu...


Została skrzywdzona przez swojego męża. Jej małżeństwo trwało osiemnaście lat. Bohaterka poczuła dumę, gdyż pozbyła się złego łajdaka. Wciąż powtarzała mantrę ,,Jestem wolna, zaczęłam nowe życie singielki, młodej, bogatej, niezależnej i pełnej ambitnych planów''. Lecz wewnątrz swej duszy tego nie czuła. Na zewnątrz udawała twardą, że potrafi poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, lecz w środku była krucha jak porcelanowa figurka. Wciąż nosiła w sobie niewypłakane łzy, lecz starała się tego nie pokazywać. Chciała pokazać całemu światu, że na prawdę radzi sobie ze wszystkim i potrafi sobie poradzić ze zdradą męża. Całą jej energię pochłonęła walka o zdobycie dla siebie godnego życia, chciała tym też pokonać swojego męża za to co jej zrobił. Jednak wiedziała w głębi serca, że nie przyniesie to jej ulgi. Sądziła, że sędzia załatwi za nią całą sprawę i będzie mogła zacząć życie od nowa. Tak się jej tylko zdawało. Jest przerażona siłą swojego żywiołu, który powstrzymuje przed wybuchnięciem, a jednocześnie czuje, że brakuje jej sił żeby mu się przeciwstawić. Bliżej jej psychicznie do nieszczęśliwej, porzuconej i rozpaczającej, niż wolnej i przebojowej kobiety.


W kolejnych częściach książki cofamy się do czasów, gdy Natasza była zwyczajną nastolatką. Poznajemy także jej rodziców. Matka to działaczka społeczna, a ojciec jest znanym lekarzem. Kocha ich oboje, ale ojca darzy zupełnie innym uczuciem. Kocha go miłością pełną lęku i oddania. Natasza bardzo chce rodzicom udowodnić to, że da sobie ze wszystkim radę. Chciała by byli z niej dumni za to co osiągnęła w życiu. Dlatego postanowiła zdawać na medycynę. Lecz któregoś dnia postanawia się zbuntować...


W dalszych rozdziałach w końcu poznajemy miłość Nataszy- Darka. Jego postać pokazana jest z zupełnie innej strony, niż gdy poznajemy go na początku książki. Dlaczego to wszystko się zmieniło? Musicie przekonać się sami... 


,,Jeszcze raz Nataszo'' trafiła w moje łapki dzięki Mikołajowi. Na początku sądziłam, że to będzie kolejna romantyczna książka o kobiecie która straciła wszystko, ale odnajduje nową miłość, lecz miło zostałam zaskoczona. Z przyjemnością zabrałam się za czytanie tej właśnie historii. Czy książka jest typowo kobiecym czytadłem? Moim zdaniem wcale taka nie jest. Historia opowiada o bardzo ciekawej kobiecie, która potrafiła w niektórych momentach zdenerwować człowieka. Np w momentach gdy rodzice Nataszy chcieli by stała się dla nich idealnym dzieckiem. Widać było, że strasznie się starała by byli z niej dumni, lecz oni wciąż i wciąż wymagali od niej większego wysiłku. Z mojego punktu widzenia powinni ją choć raz pochwalić za swoje starania, a nie być zimnym do szpiku kości. 


Także do teraz nie potrafię zrozumieć zachowania Darka. W wcześniejszych latach był czuły, miły, zabawny... Przez chęć zdobywania pieniędzy zmienił się nie do poznania... Ale chyba każdemu komu uderzy woda sodowa do głowy, zależy tylko na zdobywaniu pieniędzy. Natasza także nie jest bez winy. Uważam, że gdyby potrafiła zrozumieć swojego męża nie doszło by do rozwodu. Pragnienie dziecka za wszelką cenę wszystko zmieniło. Dlaczego w nieszczęśliwej chwili nie potrafiła go zrozumieć tylko wygoniła go jak zbitego psa? Przeczytajcie, a się przekonacie...


Pani Karoliny Wilczyńkiej jeszcze nie miałam okazji poznać na żywo, ale mam nadzieję, że kiedyś mi się uda. Dzięki tej książce poznałam niewielką część autorki. Bardzo lekko pisze, z zaciekawieniem, oraz sympatią do bohaterki. Jest barwna, ciepła i zachęca do przeczytania książki. Nigdy jeszcze nie miałam okazji czytania książki wydawnictwa ,,Czwarta strona'', ale na pewno dzięki tej książce sięgnę po więcej powieści tej autorki.  Polecam.


Tytuł: Jeszcze raz Nataszo
Autor: Karolina Wilczyńska
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 300
Ocena: 5/6

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Wywiad z Mateuszem M. Lembergiem


1. Jakie wydarzenie zapoczątkowało to, że zaczął pan pisać książki?

Do tworzenia miałem skłonności od dziecka, w podstawówce rysowałem komiksy, coś tam pisałem. Szkoła średnio nie zachęcała do tego by być twórczym, dlatego to trochę umarło samo przez się. Ale coś tam jakby przez cały czas robiłem. Robiłem amatorsko filmy w liceum, uczęszczałem na studia weterynaryjne, które były inną ścieżką, którą zacząłem podążać. Natomiast ciągle chciałem pisać. W pewnym momencie tama w której woda się zbierała, przelała się i zacząłem pisać. Pisałem mniej więcej z dziesięć lat zanim to było warte, żeby to dać do przeczytania wydawcy.

2. Skąd wziął się pomysł na stworzenie książki pt: Patron? 

Pomysł na takie, a nie inne morderstwa w których motywem przewodnim są męczeństwa święte wykorzystałem w zupełnie innej książce, która była połączeniem kryminału i fantastyki. Dałem ją do przeczytania agentowi, a potem wydawcy. Wydawca powiedział, że bardzo mu się podobają te mordy, natomiast uważał, że książka, która łączy dwa tak odległe światy się nie przyjmie, więc zachęcili żeby umieścić te mordy, które są w Patronie w świecie pierwszej książki, którą napisałem ,,Zasługi nocy'' w świecie Warszawskich policjantów dość realistycznym i to okazało się pasować do siebie. Wykorzystałem to i później dodałem taki anturaż  klasztorny, ponieważ w młodości chodziłem na rekolekcje do klasztoru. Zapamiętałem ten okres i te miejsca, chciałem opisać trochę tą rzeczywistość i dlatego to wykorzystałem.

3. Dlaczego akurat kryminał? Co pana pociąga, zachwyca w tym gatunku?

Dla mnie to taka szlachetna odmiana literatury popularnej to znaczy jest ona bardzo sformalizowana, ma bardzo określony schemat, ale dzięki temu można łatwo go przełamać. Łatwo tam umieścić rzeczy, które nie pasują do kryminału, są z innej sfery, łatwo go mieszać z innymi rodzajami literatury, poza tym można tam zamieścić dosyć rozległą obserwację socjologiczną jak i psychologiczną i to mnie pociągało, dlatego wybrałem kryminał. To jest idealne połączenie literatury popularnej i jednocześnie otwiera drzwi , żeby ta książka była czymś więcej.

4. Jak wcześniej pan wspomniał, studiował pan weterynarię. Czy wiedza nabyta ze studiów jest używana w którymś kontekście historii książki?

Tak. Jest to wiedza medyczna, więc w scenach w których jest opis pomieszczeń sekcyjnych, czy samej sekcji wykorzystuje swoją wiedzę, którą nabyłem w czasie zajęć na sali sekcyjnej w czasie studiów. Także wszędzie tam, gdzie pojawiały się aspekty medyczne starałem się sięgać do swojej wiedzy. Obecność zwierząt w pierwszej jak i drugiej książce pojawiają się jak taki znak charakterystyczny dla mnie jako lekarza weterynarii.

5. Wcześniej wspomniał pan temat rysowania. Także przeglądając przeróżne wywiady z panem zwróciłam na to uwagę. Czy nadal pan się tym zajmuje, czy raczej nie ma pan już na to czasu?

Absolutnie nie mam czasu, nie mam czasu też, żeby pisać. Chciałbym wykroić czas na jakiekolwiek inne hobby, lecz niestety z brakiem korzyści dla innych sfer mojego życia nie da rady, natomiast mam wielki sentyment do tamtej mojej zdolności. Podziwiam ludzi, którzy dobrze rysują, a jeszcze połączenie historii z dobrym rysunkiem wydaje się czymś wyższym w pewnym sensie wymagającej większej zdolności, większego artyzmu, niż same tylko pisanie. Moje zdolności rysunkowe nie były kształcone pozostały na tamtym etapie na którym byłem w czasie liceum, czy tam w podstawówce, więc niestety do tego nie wracam. Wstydziłbym się pokazywać to co rysuje natomiast jeśli kiedykolwiek miałbym czas to bardzo chętnie amatorsko pójdę sobie na takie zajęcia, żeby się podszkolić. Pewnie na emeryturze.

6. Ma pan specjalne miejsce, gdzie lubi pan przesiadywać w ciszy i spokoju by pomyśleć nad książką?

Nie. Ciszy i spokoju potrzebuje do pisania. Wtedy rzeczywiście mam takie miejsce w którym mogę pisać, jest to kuchnia, barek w kuchni, gdzie też znajduje się miejsce w którym mogę palić w domu, dlatego tylko tam siedzę. Natomiast sam proces myślenia nad książką towarzyszy w codziennym życiu i zanim usiądę, żeby coś napisać to głęboko się zastanawiam wtedy towarzyszy jakby codziennym czynnościom, natomiast tak na prawdę zanim później zacznę w ogóle coś pisać to jest jeszcze taki etap tworzenia szkieletu, który jest dla mnie najcięższym etapem. Wszystko musi się złożyć odpowiednio jak klocki Lego.

7.  A jakie pan czyta książki? Czy są to też gatunki kryminalne, czy raczej inne?

Pisanie kryminałów zaczęło się od tego, że czytałem dużo kryminałów i jakoś od dzieciństwa miałem sentyment do nich bo w dzieciństwie czytałem jakąś klasykę, czyli tam Sherlocka Holmesa, czy Agathę Chriestie i jakby prostota tego gatunku bardzo mi się podobała. Natomiast później pojawiła się fala skandynawskich kryminałów, Mankell, który jest dla mnie wzorcem pisania kryminałów. Pomyślałem, że też powinienem spróbować w tym samym kierunku pójść co Mankell, także te pozycje topowe nie są mi obce i oczywiście wszystkie je czytam, a poza tym bardzo lubię Dickensa i Johna Irvinga. Czytam ich wszystkie nowe książki.

8. Dzisiejsze czasy są pełne wydarzeń powodujących stres. A jaki sposób zwalczania stresu pan stosuje?

Odpowiedz chyba jest oczywista, pisanie jest też rodzajem terapii poza tym, że jest przyjemnością to myślę, że jest też rodzajem autoterapii i to o tyle wygodniejsze, że jeżeli pisze o sobie, o jakiś obcych osobach, ale tak na prawdę korzysta z siebie, więc absolutnie pisanie jest rodzajem oderwania i rodzajem ucieczki przed stresem i jest to sposób, który mogę polecić innym, którzy mają te skłonności.

9. A co pan robi, kiedy ma pan doła twórczego i za nic nie potrafi się wziąć za pisanie, a wie pan, że musi. Czy zmusza się pan do tego na chama, czy odkłada na inny dzień?

Jakiś pomysł muszę mieć. Natomiast rzeczywiście przede wszystkim termin jest przyjacielem autora, to znaczy pisanie scenariusza książki jest zadaniem ciężkim, ale nie najcięższym. Ja tak teraz mam, że mam ustalony termin, natomiast dopiero buduje szkielet i do tego muszę się zmusić. Jest to taka praca przy, której muszę się usiąść i na siłę coś wymyślić, ale wiem, że bez tego nie będzie później tej przyjemności pisania.

10. Ostatnie pytanie. Czy trudno wypromować swoją pierwszą książkę? Jak zachęcić Wydawnictwa do wypromowania powieści?

Trudno jest wydać książkę. Natomiast uważam, że trzeba próbować i uderzenie do najlepszych wydawnictw jest dla piszącego najlepszym sposobem, żeby mieć jak najlepszą książkę, ponieważ te wydawnictwa, które są najlepsze wyznaczają odpowiedni poziom. Odradzam wydawnictwa, które są tylko drukarniami, ponieważ, każda książka potrzebuje szlifu i to zewnętrznego szlifu. Jak zachęcić wydawnictwa? Myślę, że trzeba mieć dobry tekst. Jeżeli wiesz, że jest dobry to prędzej czy później jakieś wydawnictwo je weźmie.

Bardzo dziękuję panu Mateuszowi za zgodę przeprowadzenia wywiadu na Targach książki w Katowicach. To był dla mnie zaszczyt poznać tego cudownego człowieka. 






Patron



,,Idealna książka dla spragnionych mocnych wrażeń czytelników, którzy nie boją się eksperymentowania ze schematami''- pisze Bartosz Szczygielski z Szuflada.net. Dlaczego? Musicie przekonać się sami.

Mateusz M. Lemberg- humanista, ukończył studia medyczno-weterynaryjne. Zanim zaczął pisać, amatorsko realizował filmy, odbył podróż na Wschód, rysował też komiksy. Zarabia na życie jako lekarz, uwielbia koty, dobre książki, Hiszpanię i Szwecję. Autor powieści ,,Zasługa nocy".


W książce poznajemy Hifa, Cynowską, oraz Witczaka. Wszyscy troje pracują w Komendzie Stołecznej.


Hif przez dłuższy czas był zwolniony ze służby. Strasznie tęsknił za nią, czuł pustkę, brak jakiejkolwiek adrenaliny związanej z zadaniami był jak głód narkotykowy, monotonia dnia powszedniego doprowadzała go do szewskiej pasji. Tęsknił nie tylko za pracą, ale i lasem. Marzył o polowaniu. W końcu szczęśliwy wrócił do pracy. Hif ma pięcioletniego syna z drugiego małżeństwa Konrada, oraz nastoletnią córkę, która mieszka u babci.


Cynowska chce zmienić płeć i stać się mężczyzną. Wraz ze swoją kobietą dwa miesiące wcześniej podjęły decyzję o zawarciu małżeństwa w Holandii i o urodzeniu dziecka. Miały konkretne plany, zebrały informacje o formalnościach, które trzeba było odbębnić, zaczęły ustalać termin lotu, ale w ostatniej chwili jej partnerka odwołała wyjazd.


Witczak- Znajduje się na zamkniętym oddziale instytutu Psychiatrii i Neurologii. Pobyt tam przypłacił huśtawką nastrojów i nieciekawych doznań. Wpadł w powolny, codzienny rytm wyznaczony przez posiłki. Pod wpływem leków świat zewnętrzny stał się dla niego obojętny, zerowy. Przez cały czas towarzyszyło mu fizyczne zmęczenie, coraz trudniejszy do zniesienia ciężar... Któregoś dnia, gdy miał wrócić do służby, wyciąga swojego asa z rękawa i wychodzi z zakładu. Ma przybranego syna Gucia, który mieszka w Londynie wraz z siostrą Justyną i matką Małgorzatą.


Któregoś dnia siostra zakonna wchodzi do klasztoru braci żebraczych z zamiarem przygotowania wszystkiego do mszy, a tam znajduje ciało biskupa bez głowy. Kobieta jest przerażona, czuje silny ból w klatce piersiowej, słabość w nogach. Gdy w końcu z tabernakulum wysunęła się głowa... Po prostu zemdlała


Bohaterowie w trójkę jadą na miejsce zbrodni. Wydaje się, że są dobrym zespołem. Do czasu... Przestają tworzyć zgrany zespół. Dlaczego? Bo jeden z nich chce pracować na własną rękę.


Kiedy ginie kolejny zakonnik zostają uświadomieni, że mają do czynienia z niezwykłym przeciwnikiem, którego nazywają ,,Patronem". Czy bohaterowie odnajdą ,,Patrona"? Nie dowiecie się, jeżeli nie przeczytacie.


Przeglądając różne strony internetowe natrafiłam na wiadomość o najnowszej książce Mateusza M. Lemberga, więc postanowiłam sprawdzić o czym pisze. Po opisie bardzo mnie zainteresowała. 22 listopada odbywały się Targi książki w Katowicach, gdzie pan Mateusz podpisywał swoje książki, więc postanowiłam pana Lemberga poznać. Bardzo się ucieszyłam, kiedy autor mnie rozpoznał. Dostałam autograf i trochę porozmawialiśmy. To bardzo sympatyczny i interesujący człowiek. Jestem mu bardzo wdzięczna za zgodę przeprowadzenia pierwszego mojego wywiadu na żywo z autorem. Otrzymałam dużo ciekawych informacji o autorze oraz o książce. Po spotkaniu z przyjemnością zabrałam się za ,,Patrona". Pan Mateusz z każdym rozdziałem zaskakiwał mnie coraz bardziej. Książka jest lekka i bardzo ciekawa, wciąga od pierwszej strony. Nie mogę doczekać się kolejnej jego książki. Zachęcam was do zapoznania się z tą powieścią. Polecam.


Tytuł: Patron
Autor: Mateusz M. Lemberg
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 508
Ocena: 6/6

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Konkurs


Ponad 7000 wejść !!! Dziękuję wam za to !!! Nie wiecie jak mnie to bardzo cieszy :) Z tej okazji i zbliżających się świąt organizuję konkurs, a do wygrania książka przemiłej pisarki Kasi Bulicz-Kasprzak ,,Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna" z autografem.

A oto zadanie konkursowe:

Co byście najbardziej chcieli dostać pod choinkę?

Najciekawszą odpowiedź nagrodzę książką.  Pod komentarzem zostawcie odpowiedź na zadanie. Podpiszcie się i zostawcie swój e-mail. Zwycięzcę powiadomię wiadomością.

Na wasze odpowiedzi czekam od 17.12.2014 do 29.12.2014 roku.

Aby konkurs odbył się musi wziąć udział minimum 15 osób. Powodzenia.

Regulamin konkursu:

1. W konkursie może wciąć każda osoba mieszkająca na terenie Polski.
2. Jedna osoba może tylko raz odpowiedzieć na zadanie konkursowe. Więcej nie biorę pod uwagę.
3.  Wynik pojawi się w osobnym wpisie, a zwycięzce poinformuję drogą mailową.
4. Nie ponoszę odpowiedzialności za utrudnienia w wzięciu udziału w konkursie.
5. Fundatorem nagrody jest wydawnictwo ,,Nasza Księgarnia"







Wywiad z Kasią Bulicz- Kasprzak



1. Jakie wydarzenie zapoczątkowało to, że zaczęłaś pisać książki?

Wskazanie punktu, który zapoczątkował moją przygodę z pisaniem wcale nie jest łatwe. Mogłabym powiedzieć, że to zaczęło się w chwili, gdy usłyszałam o konkursie organizowanym przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia. Gdy jednak spojrzeć na to głębiej, rodzi się pytanie: dlaczego w ogóle chciałam wziąć w nim udział? Skąd przypuszczenie, że wiem, jak napisać książkę? O ile odpowiedź na pierwsze pytanie może być prosta – chęć sprawdzenia się, podjęcie wyzwania. Z drugim już trudniej. Jestem zagorzałą czytelniczką, nie myślałam jednak o pisaniu. Kiedy zabierałam się do pracy nad „Nie licząc kota” miałam pewną wiedzę teoretyczną, wyniesioną ze studiów, i wieloletnie obserwacje efektów pisarskiej pracy innych. Mimo to napisanie powieści wydawało mi się zadaniem niewykonalnym. Żałowałabym jednak, gdybym nie podjęła próby. Okazało się, że wyobraźnia i odrobina dyscypliny są niezbędnymi składnikami. Pomogło również bieganie i wsparcie rodziny.

2. Odmieniło to Twoje życie?

Jeśli pytasz, czy w moim życiu nastąpiła jakaś spektakularna zmiana, to nie. Jednak każde działanie, które podejmujemy, prowadzi do różnych zmian w naszym życiu. Takich właśnie, drobnych, ale istotnych zmian było kilka. Po pierwsze znalazłam satysfakcjonujące, przyjemne zajęcie. Po drugie poznałam inne piszące osoby, z niektórymi z nich połączyły mnie serdeczne przyjaźnie. Po trzecie poznałam samą siebie z zupełnie innej strony.

3. Skąd wziął się pomysł na stworzenie ,,Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna''? Jakie wydarzenia opisywało się najtrudniej w całej powieści?


Kiedy przeczytałam o konkursie WNK nie od razu siadłam do pisania. Myśl o wzięciu udziału chodziła mi po głowie, ale decyzja nie była podjęta. Ponieważ biegam, to na każdym trening u o tym myślałam. Czy mogę coś na pisać? O czym byłaby ta historia? W głowie pojawiały się pojedyncze sceny, fragmenty dialogów, bohaterowie. W pewnej chwili zorientowałam się, że właściwie wszystko mam już wymyślone, wystarczy usiąść i zapisać.

O czym pisało się najtrudniej? Myślę, że o młodości Joasi. Miała szczęśliwe dzieciństwo i nagle wszystko się zawaliło. Rodzice wyemigrowali za chlebem, ona została z ciotką, która nie potrafiła zaprzyjaźnić się z nastolatką. Chciałam, żeby czytelniczki zrozumiały, co Joasia wtedy czuła.

4. Skąd czerpiesz inspiracje? Z życia, z własnych doświadczeń?

To, jak postrzegamy świat, jest sumą pewnych życiowych doświadczeń, nie da się od tego uciec, dlatego na pewno moje doświadczenia są obecne w książkach. Staram się jednak nie odwoływać wprost do tego, co przeżyłam. Powieść to fikcja i ma być wymyślona, a wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest po prostu przypadkowe.

5. Czy wczuwasz się w bohaterów jakich opisujesz? Co wtedy czujesz?

Opisywanie bohatera, to trochę aktorstwo. Na chwilę muszę zapomnieć, kim jestem i wcielić się w osobę, która jest ode mnie inna – ma inny charakter, doświadczenia, poglądy i przyzwyczajenia. Czasem przychodzi to łatwo, czasem trudniej, ale jest niezbędne do zrozumienia postaci i wiarygodnego jej przedstawienia. Jeśli autor nie lubi bohatera, nie polubią go czytelnicy, jeśli autor nie rozumie motywacji, czytelnicy też nie zrozumieją. Dlatego mam nadzieję, że opisując postać, czuję dokładnie to, co czytelnik, kiedy o niej czyta.

6. Jak sądzisz, młodzież czyta teraz więcej książek, czy raczej mniej?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony mamy alarmujące statystyki, ale pamiętam, że wśród moich koleżanek w szkole były takie, które nie lubiły czytać, czy wręcz otwarcie mówiły, że nie czytają. Ja mam zawsze jedną odpowiedź – „Nie czytasz? Nie ma się czym chwalić”. Choć oczywiście rozumiem, że czytanie to pasja i jeśli nie miał kto jej zaszczepić w dziecku, to młodemu człowiekowi po prostu trudno jest się przełamać, by zaprzyjaźnić się z książką. Zwłaszcza, że wybór właściwej dla siebie lektury wymaga pewnej świadomości. Mnie w pierwszych wyborach pomagali rodzice, cudowne panie bibliotekarki ze szkolnej biblioteki i charyzmatyczny nauczyciel języka polskiego.

Z drugiej strony widzę wokół siebie młodych ludzi pogrążonych w lekturze. Młode osoby, takie jak Ty, dla których czytanie jest pasją. Z przyjemnością obserwuję książkową blogosferę i widzę czytelniczki, które nie tylko dużo czytają, ale jeszcze znajdują czas, by dzielić się swoimi przemyśleniami. Zarażają pasją, pisząc o książkach. Podoba mi się entuzjazm, z jakim to robią.

7.  Jak sprawić, by książki w świecie młodzieży nie przestały istnieć?

Moim zdaniem miłość do czytania zaczyna się w dzieciństwie. To zadanie rodziców, by zachęcać dziecko do książek, przedstawiając mu ciekawe, dostosowane nie tylko do wieku, ale również do zainteresowań, lektury. Kiedy dziecko idzie do szkoły, to nauczyciele przejmują częściowo ten obowiązek. Nauczyciel, który sam nie lubi czytać, nie zachęci do tego uczniów. Powiem szczerze, że lista lektur pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście mówi się już o zmianach. Do czytania powinny motywować osoby, które chętnie zaglądają do książek. Trzeba głośno mówić o swojej pasji i zachęcać innych. Jeśli któraś książka ci się spodobała powiedz o tym koleżankom, również tym nie czytającym. Może którąś zaintrygujesz.

8. Z jakimi wrażeniami wróciłaś do domu po Targach Książki w Katowicach?

Dla mnie targi to przede wszystkim okazja, by spotkać się i porozmawiać z pisarzami. Jeśli na Targi Książki w Katowicach spojrzeć pod tym kątem, to były dla mnie bardziej satysfakcjonujące niż targi w Krakowie czy Warszawie , gdzie nikt nie ma czasu na spokojną rozmowę. Bardzo podobał mi się sposób zorganizowania paneli dyskusyjnych, których mogłam słuchać, siedząc na stoisku Granice.pl

9. Zepsuł Ci się komputer, a masz dobry pomysł do zapisania... Gdzie byś go zapisała? Zdarzyła się kiedyś taka sytuacja, że musiałaś gdzieś indziej zapisać myśli niż na komputerze?

Należę do ludzi, którzy sprawniej piszą ręcznie, niż na klawiaturze. W ogóle bardziej lubię pisanie ręczne. Łatwiej mi się skupić, kiedy patrzę na końcówkę długopisu pędzącą przez białą kartkę. Na początkowym etapie pracy każda moja książka to góra ręcznych notatek, planów, zapisów, obrazków. „Nalewka zapomnienia” w całości została napisana ręcznie. W innych książkach stosunek tego, co na papierze, do tego, co napisałam na komputerze był różny. Dlatego sytuacja, gdy psuje mi się komputer, nie jest przerażająca.

Zawsze mam przy sobie terminarz, który wykorzystuję jako notatnik. Kiedy dobry pomysł przyjdzie mi do głowy w tramwaju po prostu sięgam do torebki.

10.  Wspomnienie z dzieciństwa, które pamiętasz do dziś?

Jest ich bardzo wiele. Pamiętam podwórko w Lubaniu, przy bloku w którym mieszkaliśmy, miałam tam fajne koleżanki i kolegów. Pamiętam szkołę i pierwszą dwóję, pierwszy rower i to jak z niego spadłam i wylądowałam w szpitalu. Pamiętam wakacje u babci i letnie wieczory, kiedy opowiadała o Podolu. 

11. Gdybyś znalazła się na bezludnej wyspie z książką w ręku, jaki miałaby tytuł? Dlaczego akurat tę książkę miałabyś ze sobą?

Nie chciałabym się znaleźć w sytuacji, kiedy skazana byłabym na czytanie tylko jednej książki. Jest wiele tytułów, do których wracam często i chętnie, ale nie wiem, czy którykolwiek z nich mógłby wystarczyć na lata samotności na bezludnej wyspie. Jeśli już miałabym być odcięta od ludzkości, to lepiej w starym zamczysku, dysponującym pokaźną biblioteką.

12.  O czym będzie Twoja nowa powieść? Jaki będzie miała tytuł?

W tej chwili pracuję nad dwiema powieściami. Pierwsza to opowieść o biegaczce. Praca nad nią trwa długo, bo pisząc o własnej pasji, chce się to zrobić jak najlepiej. Druga jest historią o kobietach, które wiele dzieli. Łączy je natomiast miejsce, w którym mieszkają i wspólna pasja. Obie książki maja na razie tytuły robocze, nie wiem jakie ostatecznie znajdą się na okładkach.


Dziękuję ci Kasiu za cudowny wywiad <3 Nie mogę się doczekać twoich kolejnych książek :)

wtorek, 2 grudnia 2014

Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna


W książce poznajemy Joannę Poraj, która mieszka wraz z Łukaszem w Warszawie. 

Asia jest doktorantką, wykładowcą literatury angielskiej, uczy na uniwersytecie i bardzo lubi gdy studenci przychodzą na jej wykłady.


Poznanie Łukasza było jedną z lepszych rzeczy, jakie spotkały w życiu Asię. Swego czasu wymieniła na ten całkiem ładny egzemplarz rodzaju męskiego swoją wątpliwej jakości przyjaźń z Żanetą. Uczęszczały razem do tej samej szkoły. Żaneta kolegowała się z Asią tylko ze względu na to, żeby Asia- klasowa kujonka pomagała jej w lekcjach. Gdy zakończyły szkołę ich kontakty urwały się na dobre. Tak się jej tylko zdawało...


Asia usiłowała zrobić karierę naukową, lecz jej mama wciąż mówiła, iż wpadła w złe towarzystwo starych panien. Nie szukała jeszcze wtedy faceta. 
Żanetę spotkała cztery lata później. Ich kontakt dalej się utrzymał, ponieważ Żaneta miała w tym swój plan. Dzwoniła, wysyłała e-maile, ciągle zapraszała Asię do różnych znajomych. Któregoś dnia dziewczyna do niej zadzwoniła z prośbą by poszła z nią i jej przyszłym kawalerem do kina. Tam Asia poznaje mężczyznę i z ufnością go zagaduje. Tak poznaje swojego mężczyznę. Są już ponad trzy lata ze sobą i nigdy nie usłyszała od niego słów, że ją kocha, czy chce wziąć z nią ślub. Znajomym przedstawiał ją nie jako ,,dziewczyna'' tylko jako zwykłą koleżankę. Do teraz nie potrafiła rozszyfrować tego faceta, ale nadal mieszkała z nim, jadła, sypiała.

Któregoś dnia jej mama zadzwoniła do niej i oznajmiła o śmierci ciotki. Ta jednak nie pozostawiła dziewczyny z pustymi rękami. Zapisała na nią cały swój majątek. Powróciła do miasteczka z którego kiedyś uciekła. Zamierza przejąc spadek jak najszybciej, ale oprócz mieszkania odziedziczyła wścibską sąsiadkę, przystojnego notariusza, kotka, oraz garść rodzinnych tajemnic...



Jak myślicie co będzie dalej? Czy przystojny notariusz zawładnie sercem Asi? Czy może przerosną ją wszystkie tajemnice, których się dowie? Czy kotek ją polubi?  A może zostawi to wszystko i wyjedzie, gdzie pieprz rośnie? Nie dowiecie się, jeżeli nie przeczytacie.

Ta niebanalna historia miłosna została nagrodzona w konkursie literackim Wydawnictwa ,,Nasza Księgarnia". 

Kasię Bulicz-Kasprzak miałam okazję poznać na Targach w Katowicach. To bardzo miła i sympatyczna kobieta o ciekawej osobowości i pomysłach. Przyjemnie mi się z nią rozmawiało. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mogła porozmawiać z taką przemiłą osobą. 


Na książkę natrafiłam dzięki ,,Nasza Księgarnia". Po okładce wydawało się, że to będzie kolejna typowa historia miłosna, lecz miło zostałam zaskoczona. 
Okładka od razu przykuła moją uwagę, a intrygujący tytuł przyciągnął mnie w swoje sidła i nie pozwolił wydostać się z powieści. 

Książka pełna poczucia humoru, ciekawych bohaterów oraz lekkiego stylu wciąga czytelnika od pierwszej strony książki. 
Tekst jest niebanalny, łatwo oraz szybko się go czyta. Czasami bohaterowie grali mi na nerwach (jak np. jedna sąsiadka), ale nie miałam oporów by książki nie przeczytać, aż do samego końca. Na pewno przeczytam Kasi resztę powieści. Podsumowując książka jest bardzo ciekawa. Zachęcam was do zapoznania się z tą książką i innymi powieściami Kasi Bulicz-Kasprzak. Polecam!

Tytuł: Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna
Autor: Kasia Bulicz- Kasprzak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 280
Ocena: 5/6