czwartek, 29 stycznia 2015

Zatoka latarni



Libby to bohaterka książki autorstwa Kimberley Freeman pt.: ,,Zatoka Latarni". Poznajemy ją w trudnym dla niej momencie życia, musi się pożegnać z mężczyzną swojego życia, Markiem, który zmarł z powodu pękniętego tętniaka. Burzliwe wydarzenia zmusiły ją do opuszczenia Paryża postanawia wrócić do domu rodzinnego w Queensland.
Wróciła do domu skąd pochodziła, w żałobie, jest bez pracy, stoi przed domkiem, który do niej należał, ale nigdy nie widziała jego wnętrza. Mark kupił dla niej ten mały domek by pokazać jej jak bardzo ją kocha. 

Juliet to siostra Libby. Prowadzi ona pensjonat i herbaciarnię o nazwie ,,U Juliet". Budynek ten stoi przy plaży, dlatego zawdzięcza temu swoją popularność. Jednak sukces lokalu był przede wszystkim zasługą samej kobiety. Gdy przed piętnastu laty zmarł jej ojciec, został po nim interes, którym ktoś musiał się zająć. Zaledwie dwudziestotrzyletnia Juliet wiedziała, że nie może pozwolić by starania poszły na marne. Do pensjonatu dodała herbaciarnie, zmieniła nazwę i odtąd nie miała ani jednego wolnego dnia. 

Isabella stoi na desce pokładu i przygląda się skłębiałym falom. Cicho błaga ocean by nie robił im krzywdy. Każdego ranka przychodzi tu i odmawia swoją modlitwę. Jej mężem jest dystyngowany Arthur. Nienawidzi swojego męża. Nienawidzi jego ślepoty i całkowitego braku zrozumienia. Tylko dba o ich wizerunek, a na nią nie patrzy. Kiedyś była taka sama jak inne kobiety : miała miękkie serce, lecz czas i smutek pochłonęły pokłady jej dobrej woli.
O trzeciej w nocy zostaje obudzona przez krzyki. Wybiega ze swojej kajuty i chce się wydostać przez klapę, ale ona ani drgnie. Po drugiej stronie słyszała trzask pękającego drewna i lin napinanych ponad granice wytrzymałości. Isabella wraca do kajuty i ciągnie za sobą kufer. Gdyby mogła wyciągnąć swoją najważniejszą rzecz, którą tam wcześniej schowała...
W końcu właz popuszcza i Isabella wychodzi na pokład. A tam panuje straszny chaos. Morze jest spienione, żagle w strzępach, liny splątane przez wiatr, takielunek poszarpany, a niebo ryczy wściekle.
Ludzie zaczynają wskakiwać do szalup przy sterburcie. Isabella wraz z Arthurem opuszczają szalupę i razem w niej lądują. Arthur chwyta jedno wiosło, a Isabella drugie i razem spychają szalupę na głębszą wodę. Orzechowy kufer stoi między nimi na dnie. Fale próbują zawrócić łódź w stronę statku, który przełamał się na pół. W pewnym momencie Arthur lekko się podnosi, fala szarpie łódką i mężczyzna wpada do wody. Isabella próbuje go wciągnąć dzięki wiosłu, ale i tak nie jest w stanie pomoc mężowi. Wie że śmierć na nią już czeka, jest na wyciągnięcie ręki. Rosnąca fala unosi szalupę i odpycha ją od statku. Jej mąż ginie w otchłani nicości. Isabella dostrzega ląd i zaczyna wiosłować. Na przekór wściekłym prądom, na przekór skałom. Ponieważ w kufrze spoczywa ostatnia pamiątka po jej ukochanej osobie. Wiosłuje. Przez czarną wodę, przez sztorm, przez ciężkie, lodowate igły deszczu. Dla niego.


Mokra jasnoniebieska suknia przylega do kostek kobiety, piasek skrzypi pod bosymi stopami, buty pochłonęło morze, podobnie jak inne przedmioty i męża. Wszystko przepadło w odmętach zimnej, ciemnej, słonej wody. Wszystko oprócz kufra, który kobieta ciągnie za sobą po piasku. Nie widziała ludzkiej twarzy od momentu, kiedy uścisk jej męża zelżał, a on sam zniknął gdzieś miedzy statkiem, a szalupa ratunkową. Ręce bolą od ciężaru kufra, ale kobieta wie, że go nie porzuci. W środku znajduje się coś tak cennego, że na samą myśl o utracie kufra serce kobiety ściska ból. Chce spokojnie zastanowić się nad tym, co się wydarzyło, nad tym co straciła, i nad tym co właściwie powinna teraz zrobić.

Obie kobiety- Isabella i Libby- będą musiały zostawić za sobą dramatyczną przeszłość i nauczyć się żyć na nowo. Czy im się uda?

Książkę otrzymałam dzięki mojemu wydawnictwu ,,Nasza Księgarnia". Historia jest wielowątkowa, przeplatają się tu różne daty, oraz historie, dzięki czemu lepiej poznajemy każdego z bohaterów. Powieść jest bardzo ciekawa, posiada wartką akcję, dobrze wykreowanych bohaterów, to książka przy której nie sposób się nudzić 
Isabella to na prawdę niezła kobieta. Potrafiła postawić się mężowi, nie słuchała go, w chwili niebezpieczeństwa potrafiła sobie poradzić z przeciwnościami losu. Nie poddała się w chwili kryzysu. Pokazuje, że kobiety nie są takie bezbronne i zdane na łaskę innych, ponieważ same potrafią o siebie zadbać.

Książkę przeczytałam jednym tchem z wypiekami na twarzy. Bardzo pragnęłam dowiedzieć się jakie tajemnice skrywa nadmorskie miasteczko i czy kobiety pozostawią za sobą dramatyczne przeżycia. Każda na swój sposób pozostanie w moim sercu na długo. Każda z nich urzekła mnie swoją osobowością i determinacją. Bez dwóch zdań zakochałam się w powieści Kimberley Freeman. Z każdym rozdziałem adrenalina rosła wraz z ciekawością. Nie potrafiłam oderwać się od tej książki. Wciąż pochłaniała mnie na nowo w swój świat. W wolnej chwili czytałam i czytałam. Zatraciłam się bez granic. Jeżeli nie miałeś jeszcze okazji zapoznać się z tą lekturą to nie czekaj i biegnij do księgarni. Polecam.

Tytuł: Zatoka latarni
Autor: Kimberley Freeman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 490
Ocena: 5/6


Wróć jeśli pamiętasz





Może się kiedyś zdarzyć ta godzina próby,
Kiedy,przebita bólem, w mocy jego mroków,
Albo we władzy głodu silniejszej niż śluby,
Będę gotowa miłość twą sprzedać za okruch
Ulgi, za okruch chleba - naszych nocy pamięć.
Tak, może się tak stać. Choć chyba się nie stanie.


                                                                                                              Edna St. Vincent Millay
                                                                                                           
                                                                                                       Nie, miłość nie jest wszystkim


Ciąg dalszy losów Mii i Adama bohaterów ,,Zostań jeśli kochasz", światowego bestsellera. 


Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Obudziła się ze śpiączki i zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki.

Tym razem historię opowiada Adam. Chłopak stał się gwiazdą, ale to wszystko go przerosło. A może w jego głowie ciągle przesiaduje pewna dziewczyna, może tęskni?
Przez wyjazd Mii załamuje się psychicznie, już nie jest takim samym facetem jak kiedyś. Próbuje normalnie żyć, ale to nie jest takie łatwe dla niego.

Czuje się ciągle samotny. Przeprowadza wywiady, gra w sławnej kapeli, jeździ po świecie, ale to wszystko nie daje mu pełnego szczęścia. Spotyka się z dziewczyną o imieniu Bryn, ale nigdy nie zapomniał o Mii. Wciąż ją kocha, darzy szacunkiem. Czy wrócą do siebie?  

Któregoś dnia zauważa plakat Mii wraz ze wzmianką o jej występie i postanawia wybrać się na przedstawienie by posłuchać jak gra. Po koncercie, w końcu ma okazję porozmawiać z nią. Co z tego wyniknie? Czy się jeszcze odnajdą? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?


Jaka jest moja ocena na temat ,,Wróć jeśli pamiętasz" ? Książka jest bardziej ciekawsza, zawiera więcej emocji. Autorka miała ciekawy plan by powierzyć uwagę postaci Adama. Mogłam poznać go o wiele lepiej niż w pierwszej książce, gdzie zajmował miejsce drugoplanowej postaci. 

W tej historii dowiadujemy się o bólu i cierpieniu Adama po wyjeździe Mii, bez żadnego wytłumaczenia, lub pożegnania. Po prostu odsunęła się od jego dotychczasowego życia i zaczęła swoją karierę jako wiolonczelistka. Nie potrafiłam zrozumieć postępowania Mii. Przecież go bardzo kochała i było widać jakimi uczuciami darzyła Adama w pierwszej części, a tu nagle bez żadnego słowa wyjaśnienia znika z życia Adama. 


Do samego końca gryzłam się z myślami co kierowało Mią. Dlaczego tak postąpiła, a nie inaczej. Już miałam zamiar rzucić książką z wściekłości, ale grzecznie się powstrzymałam i doczytałam do końca. I powiem szczerze nie spodziewałam się takiego zakończenia. Jeżeli nie miałeś jeszcze okazji zapoznać się z tą książką, oraz z ,,Zostań jeśli kochasz" nie myśl zbyt długo tylko biegnij do księgarni po nie. Polecam.


Tytuł: Wróć jeśli pamiętasz
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 286
Ocena: 4,5/6






Zostań jeśli kochasz


Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. Zostań jeśli kochasz opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać. Czy aby na pewno?

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Mia która mieszka w Oregonie. Jej pasją jest gra na wiolonczeli i nawet po dziesięciu latach jej nie przeszło. Dziewczyna chodzi z Adamem, który gra w zespole Shooting Star. To wyluzowany gość z subtelnymi tatuażami, ubrany w rurki, czarne trampki i zwyczajny, znoszony, punkrockowy T-shirt. 


Mia lubi wychodzić z rodzicami i bratem na wspólne spacery, lub wyjeżdżać na różne wycieczki, dlatego i tym razem zamierza się z nimi zabrać do starych znajomych rodziców. Pakują się do samochodu i ruszają. Dziewczyna przygląda się mijanym krajobrazom słuchając sonaty wiolonczelowej nr 3. Zamyka oczy i nagle ich samochód zostaje dosłownie unicestwiony. Uderzenie czterotonowej ciężarówki sunącej z prędkością stu kilometrów na godzinę, wbija się w ich wóz od strony pasażera. Po całej sytuacji Mia rozgląda się dookoła i widzi, ojca oraz matkę jak leżą nieruchomo, bez życia. Chce się obudzić ze strasznego koszmaru. Szczypie się ze wszystkich sił, lecz nic się nie dzieje. Po jakimś czasie dowiaduje się, że pozostała na pograniczu życia i śmierci.

Czy Mia będzie walczyć o odzyskanie przytomności, czy też podda się i umrze? Czy miłość pokona śmierć?

Książkę otrzymałam dzięki mojemu wydawnictwu Nasza księgarnia. Historia zaczyna się tragicznie. Wypadek samochodowy, śmierć najbliższych, śpiączka... To wszystko spotyka siedemnastoletnią dziewczynę. To miał być cudowny dzień dla dziewczyny. Śniadanie przy wspólnym stole, rozmowa z rodzicami, radość, kłótnia o repertuar muzyczny. To wszystko takie normalne, zwyczajne, codzienne... A skończyło się tragicznie... 

Jakie jest moje zdanie na temat książki? Pozycja ta jest ciekawa, bardzo lekko napisana, dzięki czemu bardzo przyjemnie zagłębiałam się w życiu dziewczyny. Co mi się podobało? Odczucia, przeżycia, oraz lekkość historii pomimo, że opowieść Mii była bardzo smutna. Co mi się nie podobało w całej powieści? Powroty dziewczyny myślami do przeszłości. Lekko drażniły mnie, ponieważ nie potrafiłam skupić się na treści. 

Cała książka jest przeciętna. Ani dobra, ani zła. Dobra na rozluźnienie, oraz spokojne dni. Potrzebowałam takiej odskoczni od nawału nauki. Dla mnie książka była formą pamiętnika nastolatki i może to też sprawiło, że ją polubiłam. Jeżeli potrzebujecie odskoczni od codziennego życia, zabierzcie się za tę książkę, a na pewno nie pożałujecie. Polecam.


Tytuł: Zostań jeśli kochasz
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 286

Ocena: 3/6

wtorek, 27 stycznia 2015

Wywiad z Ałbeną Grabowską


1. Jak zaczęła się pani przygoda z pisaniem?
Chciałam zapisać wspomnienia związane z Bułgarią, taką, jaką ja pamiętam z dzieciństwa. Utrwalić opowieści mojej babci i jej koleżanek, stare historie i legendy rodopskie. Zaczęłam od spisywania oryginalnych przepisów kuchni rodopskiej, stopniowo rozszerzałam książkę o zwyczaje panujące w Bułgarii, dodawałam fakty historyczne, opisywałam różne miejsca oczyma osoby, trochę z zewnątrz, trochę stamtąd. Ten zbiór szkiców i esejów wydał mi się dość ciekawy. Postanowiłam wysłać książkę do wydawcy i spodobała się. To był początek mojego pisania. Potem zamówiono u mnie bajkę terapeutyczną dla dzieci chorujących na padaczkę, a kiedy i to udało mi się napisać w sposób ciekawy, mój syn poprosił o bajkę napisaną „tylko dla niego i o nim”. Napisałam przygodową książkę o chłopcu, który wolał grać w gry niż żyć w realnym świecie. Akcję umieściłam w ludzkim mózgu i okazało się to pomysłem niezwykle oryginalnym. Takie były początki mojego pisania. Wreszcie zauważyłam jak wielką przyjemność sprawia mi pisanie, planowanie akcji, tworzenie bohaterów. Teraz nie mam wątpliwości, że chcę pisać dalej. 

2. Ile czasu poświęciła pani na napisanie ,,Stulecia Winnych"? Jakie wydarzenie opisywało się najtrudniej w całej powieści?
Każdy z tomów pisałam trzy miesiące. Może to dużo, może mało, trudno mi powiedzieć. Staram się mieć pewną dyscyplinę pisania. Codziennie piszę 3 do 5 stron. Co do trudności, to w pierwszym tomie rzeczywiście miałam ogromny problem. Chodzi o wątek Łucji. Władzia rodzi dziecko i oddaje je na wychowanie siostrom zakonnym. Skończyła m historię porodu Władzi i zajęłam się dalszymi wątkami. Po pewnym czasie, kiedy na kartach powieści „minęły lata”, wróciłam do przerwanej historii. Szukałam klasztoru w Brwinowie i okolicach, który istniał w roku 1915-17 i tam właśnie umieścić akcję. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że w Brwinowie w tych latach nie było klasztoru żeńskiego… Szukałam w Podkowie, w Milanówku, w Owczarni, nawet w Pruszkowie i nie znalazłam. Przez chwilę myślałam o Warszawie, ale to już komplikowałoby bardzo akcję, przecież bohaterka była zaraz po porodzie. Jak dotarłaby do Warszawy? .Rozważałam „wymyślenie” klasztoru. Tyle, że wszystkie miejsca i wydarzenia w książce są prawdziwe i nieuczciwe byłoby umieszczenie w akcji powieści wymyślonego zgromadzenia żeńskiego. Dwa dni szukałam nie pisząc ani słowa… Wreszcie się poddałam i pomyślałam, że trudno, dziecko można oddać do sierocińca. Okazało się, że w 1916 roku założono w Brwinowie sierociniec prowadzony przez siostry Franciszkanki. Moja powieść została uratowana. 

3. Książka wywołała u mnie ogromne poruszenie. Do teraz trzyma mnie w swojej mocy. A jakie emocje wywołała w pani? Jak pani to wszystko opisywała pojawiły się choć raz łzy w oczach?
O tak. Mnie też porusza własna historia. Nawet wydawało mi się to dziwne, taka egzaltacja. Nigdy w ten sposób nie reagowałam. Wzrusza mnie bardzo moment w którym Ania dowiaduje się o śmierci swojego przyjaciela i mentora. Podobnie wtedy, kiedy traci Pawła. Jej ukochany żeni się z jej siostrą. Musi patrzeć jak prowadzi ją do ślubu, a nie może nikomu się zwierzyć z tego, że ma złamane serce.
W drugim tomie, zdradzę, że ogromnie poruszające są losy Oli i Ewy. Nie powiem kim są bohaterki, żeby nie zdradzać fabuły, ale przy okazji poprawek i korekty zdarzyło mi się bardzo wzruszyć. Zwłaszcza, że te historie są inspirowane autentycznymi losami kobiet polskich. 

4. Co pani czuje, gdy dostaje pani pozytywne komentarze? Zdarzyły się negatywne opinie?
Pozytywne komentarze są bardzo przyjemne. Nie ma nic milszego, kiedy twoją powieść ktoś określa mianem „genialna”, prosi o więcej, zachęca innych. To z jednej strony nagroda, z drugiej przyzwolenie, zielone światło do dalszego pisania. Oczywiście zdarzyły mi się negatywne komentarze, ale nigdy „zła” recenzja. Nikt nie napisał, że jestem grafomanką i nie poprosił, żebym przestała ;-). Zdarzyło mi się raz przeczytać, że saga „nie porywa” i raz, że losy bohaterów są „przewidywalne”. Nie polemizowałam z autorkami opinii. Każdy ma prawo do własnej interpretacji. Skoro ktoś potrafi przewidzieć losy bohaterów, to pewnie powieść wydaje mu się nudna i przewidywalna. Na szczęście to pojedyncze głosy. Teraz z niecierpliwością czekam na pierwsze opinie po lekturze II tomu. I oczywiście się denerwuję, czy odbiór będzie tak entuzjastyczny jak w przypadku tomu pierwszego. 

5. Gdyby udało się pani przenieść do swojej książki i wcielić się w bohatera to kto by nim był i dlaczego?
W „Stuleciu” nie bardzo chciałabym się znaleźć. Dwie wojny, tragiczne losy, stracone pokolenie. „Lot” to też tragedia głównej bohaterki. Na miejscu żadnej z dziewczyn z „Olśnień” też nie chciałabym się znaleźć. Małgosia z Lady M. to również tragiczna postać. 

6. W książce ,,Stulecie Winnych" opisuje pani różne zdarzenia z historii. Czy czerpała pani informacje z własnej wiedzy historycznej, czy musiała pani tej informacji poszukać w rożnych źródłach internetowych lub książkach historycznych by znaleźć interesujące dla pani informacje do książki?
Ponieważ chodzi o tę „małą” historię, musiałam zasięgnąć wiedzy w lokalnych źródłach. Czytałam historię kościoła św. Floriana i zapiski prywatnych osób dotyczące życia w czasie pierwszej i drugiej wojny. Niektóre notatki były dla mnie zaskakujące i wykorzystałam opowieści an kartach książki. W annałach kościoła wyczytałam na przykład, że zniszczenia w czasie I Wojny Światowej wyceniono na konkretną sumę, tj. ok. 3000 rubli. Podobnie opisano szczegółowo jak brama cmentarna została zdjęta i ukryta przed Rosjanami. Wielkie wrażenie zrobił na mnie opis tajnych szpitali polowych, które były na terenie Brwinowa. Nie miałam pojęcia i nigdy się nie zastanawiałam, gdzie operowano żołnierzy. Zawsze myślałam, że na samym froncie, albo w warszawskich szpitalach. Tymczasem w samym Brwinowie były co najmniej trzy dobrze wyposażone sale operacyjne, a operatorzy rekrutowali się z asystentów klinik Akademii Medycznej. 

7. Czy mogła by pani trochę zdradzić co będzie się działo w drugiej części ,,Stulecia Winnych"?
Drugi tom sagi obejmuje lata 1939-1968. Czytelnik pozna dalsze losy Ani i Mani. Znajdzie także odpowiedź na pytanie z którą z sióstr będzie Paweł. Którą będzie kochał, z którą żył. Również Bronia i jej losy będą miały duże znaczenie. Pojawią się nowi bohaterowie. Winni będą walczyli na różnych frontach Europy. Pojawi się wątek szwajcarski, a jeden z Winnych zawędruje aż do Nowego Jorku. Tyle mogę zdradzić. Ogromnie jestem ciekawa odbioru drugiej części. Pierwsza tak bardzo się podobała. Boję się, co z drugą częścią, czy sprosta tak wielkim oczekiwaniom. 

8. Pochodzi pani z Bułgarii, a pani imię oznacza kwitnącą jabłoń. Czy często wraca pani do swoich korzeni? Jakie zwyczaje stosuje pani w codziennym życiu?
Bardzo często wracam do bułgarskich korzeni. Jestem z tym krajem ogromnie związana przez pamięć o babci, bliskich, którzy tam mieszkają. Staram się mówić tym językiem na co dzień. Z mamą rozmawiam po bułgarsku, staram się jeździć na wakacje. Chciałabym odwiedzać Bułgarię częściej, ale nie zawsze jest to możliwe. W święta zawsze podaję potrawy bułgarskie. W Wigilię to są gołąbki w liściach winorośli i pita – chlebek w którym umieszcza się pieniążek i owoc derenia (ja umieszczam rodzynek, albo żurawinę). W czasie świąt wielkiej nocy maluję jajka na czerwono i urządzam bitwę walecznych. Znam mnóstwo powiedzonek i przysłów, którymi raczę bliskich. Poza tym mam bardzo wiele cennych pamiątek, obrusy utkane przez prababcię, ubrania uszyte przez moją babcię. Używam ich na co dzień. 

9. Czy historia trwająca w mieście Brwinów powstała z pani aktualnego miejsca zamieszkania? Dlaczego wybrała pani akurat to miejsce?
Mieszkam w Brwinowie. Umieszczenie akcji w tym właśnie miejscu wydawało mi się naturalne. Po co miałabym osadzać akcję w Sandomierzu czy Kazimierzu? To piękne miejsca, byłam tam, ale nie są „moje”. Zanim zaczęłam pisać, miałam wrażenie, że może nic tu się specjalnego nie działo i będę musiała pożyczyć sobie wątki z Podkowy Leśnej czy osławionego poetycko Milanówka. Okazało się, że w Brwinowie tyle się działo, że musiałam rezygnować z niektórych bardzo ciekawych faktów. Nie zmieściły się w i tak gęstej fabule. 

10. Kiedy znajduje pani czas na pisanie oraz czytanie książek?
To trudne, nie przeczę. Często pisanie odbywa się kosztem snu. A czytam zwykle przed snem. Zawsze bardzo dużo czytałam. Nie ma dla mnie milszej rozrywki niż wieczór z książką. Przez pisanie, czytam mniej, ale staram się być na bieżąco z ważnymi książkami.




czwartek, 22 stycznia 2015

Stulecie Winnych, czyli ci, którzy przeżyli


Ałbena Grabowska- Dr n.med., specjalista neurolog, epileptolog, kierownik Zakładu Patofizjologii i Elektroencefalografii w szpitalu dziecięcym w Dziekanowie Leśnym. Autorka wielu publikacji z zakresu padaczki a także książek skierowanych do dzieci.  Imię zawdzięcza bułgarskim korzeniom (oznacza kwitnącą jabłoń).

(Wiadomość wzięta z Lubimyczytać.pl)

Akcja rozgrywa się w 1914 roku.

Kasia Winna spodziewa się kolejnego dziecka. Czuje, że tej ciąży nie przeżyje, gdyż poprzednie ciąże przeżywała zupełnie inaczej. Bez problemu jej synowie przyszli na świat, ale tym razem wiedziała, że nie pójdzie tak łatwo. Łapała powietrze jak ryba, zwijała się w kulkę na tyle ile pozwalał jej wielki brzuch, wyginała się zupełnie jak opętana, unosiła się w dziwnym spazmie, wytrzeszczając oczy, żeby pod koniec upiornego cyklu opaść na poduszki. 

Stanisław siedzący w innym pomieszczeniu zaczął wysyłać modły do Boga o to, że wybuduje w kościele dwa konfesjonały, gdy obie kobiety przeżyją. Okazało się jednak, że Kasia nosiła w swoim łonie bliźniaczki. Urodziła się Mania, a potem zaczęło się ratowanie drugiego dziecka. Historia kończy się tragicznie...

Dziecko (Ania) rodzi się z trudem, a matka umiera osieracając bliźniaczki jak i starszych synów. Po całej sytuacji Stanisław nie chciał rozmawiać z synami i tłumaczyć im skomplikowanych ludzkich losów. Wolał zostać sam. Zaczął pracować by zagłuszyć swoje myśli gwiżdżąc pod nosem swoją ulubioną melodię i oddawał się pracy nie wychodząc praktycznie na zewnątrz.

Opiekę nad dziećmi przejęła jego matka Bronisława. Andzia wraz z Bronią starały się dać im namiastkę normalnego domu. Kobiety nie dawały sobie jednak rady. Andzia coraz to więcej robiła w domu, słaniała się ze zmęczenia, ponieważ od Stanisława nie otrzymywała żadnej pomocy. Do jej obowiązków należało prawie wszystko. Stanisław wydawał się niczego nie świadomy tego co się działo w jego własnych czterech ścianach, a Andzia nie wiedziała jak mu powiedzieć, że nie daje sobie rady.

28 czerwca 1914 roku rozpoczęła się pierwsza wojna światowa. Wojna przyszła do Brwinowa, chociaż mało kto w to wierzył. Czy jesienne liście przygnały Ruskich, a spadające kasztany zwiastowały klęskę Niemców? Czy dziewczynki przeżyją? Czy wojna pozostawi strach i ból w sercach? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.

Dużo słyszałam o najnowszej książce Ałbeny Grabowskiej ,,Stulecie Winnych, czyli ci, którzy przeżyli" i w końcu trafiła w moje łapki. Czy się na niej zawiodłam? Wcale nie. Pozostawiła we mnie tyle emocji... Z zapartym tchem przeżywałam przygody bohaterów. Z zainteresowaniem dowiadywałam się o historii każdej z rodzin. Najbardziej przywiązałam się do jednej bliźniaczki, a mianowicie do Ani. Bardzo zafascynowała mnie jej determinacja oraz zapał do tego by osiągnąć swoje wymarzone wykształcenie. Najmocniej cierpiałam, gdy dowiedziałam się o jej złamanym sercu. W pewnym momencie chciałam rzucić czytnikiem i przestać czytać. Tak we mnie buzowały emocje, że chciałam coś po prostu rozwalić, ale przełknęłam łzy oraz złość i dokończyłam historię. Pozostanie w moim sercu na długo. Tak mnie poruszyła, że nawet teraz czuje te wszystkie emocje jakie we mnie pozostawiła. To książka lekka, a zarazem smutna. Historia opowiadająca o stracie, walce o własne życie, o rodzinie i ciepłym domu. Pani Ałbeno kłaniam się nisko, ponieważ dla mnie to kolejne arcydzieło w świecie literatury polskiej <3 Nie mogę doczekać się drugiej części, której premiera pojawi się 28 stycznia 2015 roku. Gorąco polecam <3 

Tytuł: Stulecie Winnych, czyli ci, którzy przeżyli
Autor: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Ilość stron: 168
Ocena: 6/6

piątek, 16 stycznia 2015

Wywiad z Marią Ulatowską, oraz z Jackiem Skowrońskim




1. Jak zaczęła się państwa przygoda z pisaniem?
Maria Ulatowska – To wszystko z nudów, wysoki sądzie, wszystko z nudów. Pisanie wydało mi się odtrutką na nudę i prozę życia.
Jacek Skowroński – Z najczystszego lenistwa. Pisarz nie musi codziennie podpisywać listy obecności, może oddawać się pasji w dowolnej pozycji oraz miejscu, nie wyłączając, windy, kabiny prysznicowej ani nadmorskiej plaży. Postanowiłem więc zdobyć pieniądze i sławę w najprostszy sposób, jaki mi przyszedł do głowy.

2. Skąd wziął się pomysł by wspólnie napisać powieść? Od dłuższego czasu państwo planowali współpracę?
M.U. - Duet Ulatowska-Skowroński to nie była planowana współpraca. To było spontaniczne uderzenie literackiego pioruna, który walnął w nas obojga. Nie mogliśmy mu się oprzeć. No więc – zaczęliśmy wspólne spotkania, z których teraz rodzi się już druga książka.
J.S. – To był mój pomysł, poprzedzony masą zabiegów towarzysko-kulinarno-dyplomatyczno-kryminalnych. Miałem w zanadrzu jeszcze szantaż oraz groźby karalne, jednak partnerka nadspodziewanie prędko zaniechała oporu. Widać kobieca intuicja podpowiedziała jej, że dalszą eskalację napięcia lepiej przenieść na karty powieści.

3. A ile państwo poświęcili czasu na napisanie Autorki? Jakie wydarzenia opisywało się najtrudniej w całej powieści?
M.U. – Autorkę pisaliśmy około roku – dość długo, ale nie poświęcaliśmy całego czasu na pisanie tylko tej książki. Każde z nas pisało równolegle swoją odrębną powieść. Najtrudniejszy był moment, w którym okazało się, że zabija zupełnie ktoś inny, niż miał zabijać. Ale – gdy ma się takiego partnera jak J.S., wszystko robi się proste.
J.S. – Ja poświęciłem na napisanie „Autorki” całe życie. Tworzenie jest procesem, na który składa się suma doświadczeń, nabyta wiedza, obserwacje siebie i innych w sytuacjach codziennych a także skrajnych. Najtrudniej opisuje się wydarzenia zupełnie zwyczajne w taki sposób, by czytelnik nie ziewał, ale przeczuwał nadciągające trzęsienie ziemi…




4. Stają państwo oko w oko z mordercą z książki ,,Autorka". Co się dzieje? Co państwo czują?
M.U. – Pytam: „czy było warto?”. Odpowiedzi nie zdradzę, bo zdradziłabym, kto i dlaczego mordował.
J.S. – Wszystko zależy od okoliczności. A zwłaszcza od tego, czy jesteśmy sami. Lubię swoich bohaterów, niemal bez wyjątku, i najczęściej ich pierwowzory mam zapisane w pamięci telefonu. Choć nie wszyscy z nich o tym wiedzą…

5. Jakimi zasadami kierują się państwo podczas pisania?
M.U. – Jesteśmy bezczelni, nieprzyzwoici i bez zasad.

J.S. – W życiu hołduję jedynej zasadzie mającej sens, zważywszy, iż jest ono podróżą w jedna stronę: Żyj tak, by twój trup uśmiechał się w trumnie! Moi bohaterowie, siłą rzeczy, nie sprzeniewierzają się zasadom autora.
6. Kto jest państwa ulubionym pisarzem/pisarką i dlaczego?
M.U. – Moim ulubionym pisarzem jest Jacek Skowroński. Zachwycam się Jego stylem pisania i sposobem prowadzenia fabuły. Na drugim miejscu mogę wymienić Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Na pytanie – dlaczego? – chyba odpowiadać nie muszę. Mogę tylko powiedzieć, dlaczego jest na drugim miejscu. Bowiem to nie z nim prowadzę wspólne życie literackie.
J.S. – Moi ulubieni pisarze już nie żyją. Współcześni, a zwłaszcza ci, których znam osobiście, wywołują zbyt ambiwalentne uczucia, bym wskazał jakiegoś palcem.



7. Jakie wspomnienia z dzieciństwa pamiętają państwo do dziś?
M.U. – Dziwne, ale nie pamiętam pierwszej książki. Pamiętam natomiast, jak mama kupiła mi mój pierwszy w życiu rowerek. Z którego natychmiast zleciałam. Ale wsiadałam tak długo, aż wreszcie nie spadłam.
J.S. – Kluski lane, ohyda. Pierwszy trzykołowy rowerek, pierwsza pocałunek, pierwsza miłość, po raz pierwszy złamane serce. I jeszcze parę rzeczy, które już nigdy później nie smakowały tak samo.
8. Czyje zdanie cenią sobie państwo najbardziej, jeśli chodzi o państwa książki?
M.U. – Jeśli chodzi o moje książki pisane samodzielnie – najważniejsze jest dla mnie zdanie mojego wydawcy. Przy książkach pisanych z Jackiem Skowrońskim – najpierw najbardziej liczę się z Jego zdaniem.
J.S. – Liczy się wyłącznie opinia partnerki. Zarówno przed, w trakcie, jak i po wszystkim.

9. Z czym kojarzy się państwu dom rodzinny?
M.U. – Bardzo krótko miałam coś takiego, więc nie pamiętam. Dlatego wszelkie ciepło rodzinne ujawniam w swoich książkach.
J.S. – Z miejscem, z którego uciekałem o tysiące kilometrów. Może dlatego, by mieć, dokąd wracać.

10. Gdyby państwo nie zajęli się pisaniem, to czym innym by się państwo zajmowali? Znaleźli inną pasję?
M.U. – W ogóle nie wyobrażam sobie teraz życia bez pisania, bo choć zaczęłam pisać dość późno, innej pasji nie przewiduję.

J.S. – Zostałbym płatnym mordercą. Każde zajęcie powinno przynosić choć odrobinę satysfakcji.




Autorka


Maria Ulatowska- Czytała od zawsze. To, że napisze książkę, wiedziała również od bardzo dawna. Na co dzień specjalistka od prawa dewizowego, dopiero na emeryturze znalazła trochę czasu i zrealizowała swoje marzenie. Mieszka w samym centrum Warszawy, ale najchętniej mieszkałaby gdzieś poza miastem… Na przykład tam, gdzie stoi dworek pośród sosen. Najbardziej bowiem kocha las, swoją rodzinę i psy. Może w trochę innej kolejności... "Sosnowe dziedzictwo" to jej debiut literacki. Druga część tej opowieści, "Pensjonat Sosnówka", ukaże się w maju 2011 roku.

Jacek Skowroński- (ur. 16 lipca 1963 w Warszawie) – współzałożyciel i zastępca redaktora naczelnego magazynu fantastyczno-kryminalnego Qfant, juror cyklicznego konkursu literackiego Horyzonty Wyobraźni, laureat Grand Prix Ogólnopolskiego Konkursu na Opowiadanie Kryminalne (2008 r.). Autor powieści sensacyjno-kryminalnej ”Był sobie złodziej”. Mieszka w Warszawie, studiował ekonomię (sic!) w Nowosybirsku i Moskwie, absolwent SGH. 

(Informacje wzięte ze strony Lubimyczytać.pl)

Na początku przenosimy się do kawiarenki internetowej, gdzie tajemnicza osoba tworzy profil na facebooku nadając sobie imię Maks Baron. Konto założył dla jednej konkretniej osoby, a właściwie dla pisarki. Bardzo dobrze ją zna, wie o niej więcej, niż tłumy pochlebców rzucających komplementy. Przeglądał różne informacje na temat spotkań autorskich, planowanych wyjazdach i wrażeniach ze spotkań. Czuł dziwne uczucie nieznane dotąd- wcielił się w stworzoną na poczekaniu postać , nadając jej wybraną płeć i osobowość, zagrał kogoś, kim się w istocie nie był, kogo nikt nie rozpozna w realnym świecie''. Fascynujące, a zarazem wciągające...

Justyna Sobolewska- pisarka. 
Pewnego majowego dnia, dwa lata temu, usiadła przy komputerze i rozpoczęła nowe życie. Pisała kilka miesięcy. Wydawało jej się, że nigdy książki nie skończy, miała więcej upadków, aniżeli wzlotów. Tytuł jej książki to ,,Wojenna miłość". Opowiada o historii miłośnej, która dzieje się podczas drugiej wojny światowej. Historia zawsze ją pasjonowała, a czasy drugiej wojny światowej jeszcze bardziej. Ileż tam było namiętności, tragizmu, okrucieństwa i okropności. Taka właśnie była jej pierwsza powieść. 

Justyna jest rozwódką. Rozstała się z mężem, kiedy dowiedziała się o jego zdradzie. Janusz z Justyną rozstali się w zgodzie- ona otrzymała dom i majątek, a on zabrał samochód. Jednak na dobre ze sobą nie skończyli. Obraz, który otrzymała Justyna na urodziny stanowił między nimi pewien spór. Obraz namalował dobry przyjaciel Janusza, dlatego postanowił go odzyskać. Któregoś dnia bez wiedzy właścicielki wszedł do domu w poszukiwaniu obrazu, ale go nie odnalazł. Po tej sytuacji Justyna nie chciała go oddać za żadne skarby, ponieważ chciała zrobić na złość byłemu mężowi. 

Któregoś dnia pani Danuta wybrała się do biblioteki na spotkanie z autorką Justyną Sobolewską. Zajęła puste miejsce w drugim rzędzie i zaczęła się przysłuchiwać autorce. Po spotkaniu pani Danuta kupiła książkę i wróciła do domu. Wracając do niego czuła, że ktoś idzie za nią. Wstukała kod domofonu, weszła na klatkę schodową i po omacku zaczęła szukać włącznika na ścianie. Nagle usłyszała dźwięk przypominający wyskakiwanie korka od szampana, ostre uderzenie między łopatkami pchnęło ją na schody, aż straciła równowagę i upadła. Nie rozumiała co się dzieje, nie czuła bólu. Krew z rozciętego czoła płynęła po twarzy ciepłą strugą. Szeroko otwarte oczy staruszki ogarnęła ciemność. Morderca położył obok bezwładnego ciała wykonaną z papieru łódeczkę. Schował pod kurtkę pistolet z tłumikiem i wyszedł z domu. Zamykające się drzwi trzasnęły głośno. 

Kryminał- Nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś sięgnę po ten gatunek. Nigdy go nie lubiłam, w ogóle nie ciągnęło mnie do zapoznania się z tym gatunkiem. Kiedyś czytałam kryminały, ale nie zaciekawiły mnie, dlatego odeszły na dalszy plan. Aż do ostatniego roku... Przeczytałam raptem (niech pomyślę) 2 książki kryminalne, wraz z ,,Autorką'' i normalnie przepadłam... Niech mi tylko ktoś powie, że polscy pisarze nie potrafią pięknie pisać... Tak jak wspomniałam Autorka jest trzecim kryminałem po który sięgnęłam i nie żałuje swojej decyzji, że właśnie akurat po nią. 

Już od chwili, kiedy zobaczyłam okładkę ,,Autorki'' zapragnęłam zdobyć ją i w końcu się udało. Już od pierwszej kartki pojawia się tajemnicza osoba, a wraz z nią pojawia się myśl ,,Co ona takiego kombinuje?" ,,Czy jest zła, czy wręcz przeciwnie?" Autorka'' pozostawia wiele pytań, zagadek, tajemnic przy których nie da się znudzić. Moim zdaniem - nie można się nudzić. Książka intryguje ciekawi , serwuje czytelnikowi niepewność czasem strach i podnosi adrenalinę. Książkę możne zastąpić wisienkę na torcie, chylę czoła przed autorami - Panią Marią i Panem Jackiem...


Tytuł: Autorka
Autor: Maria Ulatowska i Jacek Skowroński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 422
Ocena: 5/6


piątek, 9 stycznia 2015

Pierwsza na liście


Magdalena Witkiewicz- Pisarka. Pisze o poważnych sprawach w lekkim, czasem nawet bardzo lekkim stylu. Rozśmiesza i wzrusza. Dla dzieci i dla dorosłych. I tylko dla dorosłych również. Jej powieści poprawiają nastrój. Są lekiem na deszcz za oknem i smutniejsze dni i zawsze kończą się dobrze. Niezależnie od tego, jakie przeciwności losu bohaterowie napotykają na swojej drodze, zawsze potem żyją ,,długo i szczęśliwie''.
Na początku poznajemy Ine. Całe dnie przesiaduje w czterech ścianach w spokoju opar dymu przy szczelnie zasłoniętych roletach i pisze artykuły do gazet. Pracuje dla dwóch gazet. Jedna to tygodnik z górnej półki do której pisze by zaspokoić swoje ambicje. Druga to szmatławiec w którym zbiera najnowsze sensacje z życia gwiazd. Przeważnie wszystkie artykuły pisze na ostatnią chwilę. Presja ze strony szefa, który wisi po drugiej stronie słuchawki ciągle popędza ją do produkowania coraz to nowszych artykułów. Któregoś dnia siedząc w szlafroku paląc jednego papierosa za drugim kończąc artykuł do najnowszej gazety ktoś zaczął walić do drzwi. Inie się to nie spodobało, ponieważ zawsze pisze w ciszy, a hałas zza drzwi zaczął ją strasznie drażnić. Za drzwiami stała młoda dziewczyna i to cała mokra, wręcz przemoczona. Bardzo ją zdziwiła wizyta tajemniczej dziewczyny, która oznajmia jej, że jest pierwsza na liście...
Karola
Od dłuższego czasu obserwuje życie Iny. Gdy jej przyjaciel Filip jedzie do Warszawy zabiera się razem z nim. Obserwuje jej dom, a wieczorem wraca do własnego domu. Ciągle jest ciekawa, dlaczego Ina znajduje się pierwsza na liście. Przez te jednodniowe warszawskie wycieczki zaczęła poznawać jej zwyczaje. Prawie nigdy nie wychodziła z domu. Nawet zakupy zamawiała do domu. Któregoś dnia, gdy jeden z sąsiadów wychodził z psem na dwór odważyła się wejść do klatki. Gdyby nie straszna ulewa nigdy by się nie odważyła na taki krok. Zapukała do drzwi Iny, a po dłuższym czasie w końcu jej otworzyła. Wyglądała zupełnie inaczej niż widziała ją na co dzień. Zawsze była odświętnie ubrana, a teraz stała przed nią nie uczesana, bez makijażu, bez dzianinowych ubrań, a w puszystym szlafroku. Sądziła, że Ina przyjmie ją z otwartymi ramionami do ciepłego domu, pożyczy jej jakieś ciuchy i w spokoju pogadają, lecz źle myślała.

Ta najważniejsza kobieta dla jej mamy, zamknęła Karolinie drzwi przed nosem i zostawiła na klatce. Mokrą zziębniętą i bardzo rozczarowaną. W pewnym momencie była przekonana, że to jakaś pomyłka, że to na pewno nie Karolina Rybińska, a nie ta która wysłała ją na deszcz. Rozczarowana miała zamiar dotrzeć na dworzec i stamtąd pojechać do domu pociągiem. Uważała, że jej mama strasznie się pomyliła co do tej kobiety. Gdy ostatni raz spojrzała w jej okno zauważyła jak Ina macha do niej ręką i woła by weszła do środka. Karola miała zamiar odwrócić się na piecie i pójść dalej, ale jednak miała pewne zadanie do zrobienia. Schowała dumę do kieszeni i weszła do domu kobiety pierwszej na liście. 

Jak myślicie dlaczego Ina znajduje się jako pierwsza na liście? Jakie zamiary ma młodziutka Karola względem Iny? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.

Pierwsza na liście od razu musiała wpaść w moje łapki, ponieważ byłam pewna, że kolejny raz Magdalena Witkiewicz napisze wspaniałą książkę. I nie myliłam się. Pierwsza na liście to bardzo intrygujący tytuł. Już od samego początku zastanawiałam się co ten tytuł może oznaczać i w końcu dostałam odpowiedz na swoje pytanie. Książka opisuje historie dwóch kobiet, które się spotykają. Jedna z nich oznajmia tej drugiej, że jest pierwsza na liście i teraz pojawia się pytanie na jakiej konkretniej liście? Sądziłam, że Ina nie wysłucha Karoliny tylko po prostu wyrzuci ją za drzwi, albo po prostu pobije za przeszkodzenie w pracy, ale zostałam miło zaskoczona. Czy Ina na początku mi się nie spodobała? A i owszem nie spodobała mi się. Rozumiem, że była zajęta pracą i w ogóle, ale nie powinna tak traktować nieznajomej dziewczyny. Ale z czasem ta nienawiść do bohaterki zaczęła się zmieniać. Co do Karoliny... Była odważna, że zaczęła szukać kobiety z listy. Widać, że bardzo chciała się dowiedzieć, dlaczego jej mama napisała o Inie na pierwszym miejscu. Poza tym Karola jest w tym samym wieku co ja, więc polubiłam ją jeszcze bardziej. 

Nie wiem czemu, ale zaraz od początku książki zaczęłam utożsamia się z Karolą. Czytałam książkę i czułam się jakby moje losy były tam opisywane. Nie życiowe... Ale jakbym połączyła się z bohaterką stając się z nią jednością. Wszystko z nią przeżywałam smutek z powodu choroby mamy, złość i smutek do ojca, radość, zauroczenie oraz miłość do Filipa... Przy Madzi książkach staje się jednością z bohaterami, dlatego tak bardzo kocham czytać jej historie i mam nadzieję, że będę mogła o wiele więcej 

Tytuł: Pierwsza na liście
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 487
Ocena: 6/6


czwartek, 1 stycznia 2015

Wynik konkursu


Pam para pa pam :D Konkursik właśnie trzeba rozwiązać :) Długo, ale to bardzo długo myślałam nad tym, kto powinien wygrać, więc wspólnymi siłami z przyjaciółką po sylwestrze wybrałyśmy Oblicze Rozy list do świętego mikołaja :) Gratulacje :D A oto jej list 


Mikołaj jest już pewnie ze zmęczenia blady
Nie wiem czy będzie chciał ze mną wchodzić w układy
Bo ja już przecież jestem stara baba,
Co ciągle sobie czegoś życzy, ciągle tylko gada.
Prezenty lubię - przyznaję bez bicia
Mogłabym przykładowo dostać płyty Bregovicia ;)
Choć w głębi serca o czymś innym marzę,
ale wyznać tego chyba się nie odważę!
Mam nadzieję, że Mikołaj tajemnicy dochowa,
bo moja prośba jest ciut niestandardowa.
Może mógłbyś jakoś Mikołaju kochany
Sprawić, by ubyły mi kilogramy ;)
Może dla kogoś to śmieszne banały,
ale marzę o tym, aby spodnie swobodnie mi się dopinały!
By biegać raźno za moją małą Myszką,
i nie zmagać się przy tym z zadyszką.
A gdyby jeszcze znalazła się w worku odrobina spokoju
Uszczęśliwiona zamknęłabym się z książkami w pokoju :)
Nie będę Cię już Mikołaju dłużej dręczyła
Mniejszego brzucha i więcej czasu dla siebie bym sobie życzyła :)