niedziela, 29 marca 2015

Dom na skraju



Kasia Bulicz- Kasprzak- Autorka książek ,,Nie licząc kota", ,,Meandry miłości'' i ,,Nalewka zapomnienia". Największą jej pasją jest czytanie. Drugą- bieganie. Trochę romantyczna miłośniczka roślin, która każdej wiosny zamienia swój balkon w ogródek, sadzi pelargonie i pomidory, sieje aksamitki i dynie.



,,Szczęście to nie stan duszy, tylko umysłu i można się go nauczyć"

Czy aby na pewno?


Marta Krupska- Jezierska- Pracuje w kancelarii reklamowej, a jej mężem jest Olgierd Jezierski. Znali się od zawsze, gdyż mieszkali na tej samej ulicy. Spotykać zaczęli się, gdy oboje uczęszczali na studia, lecz to nie podobało się rodzicom Marty. Uważali, że mężczyzna zniszczy życie kobiety, ale Marta nie słuchała ich argumentów i wyszła za Olgierda. Po ośmiu latach małżeństwa ich związek rozpadł się. Mijali się każdego dnia, spędzali czas zawsze osobno, jedynie weekendy mieli dla siebie, które mijały w kłótniach. Konflikty i nieporozumienia nasilały się, nie byli w stanie podejmować wspólnych decyzji w najważniejszych kwestiach ich wspólnego małżeństwa. W końcu Marta wykończona szaloną parodią swojego małżeństwa, wniosła pozew o rozwód i wróciła do rodziców na ulicę Różaną by przemyśleć kilka spraw i poukładać sobie życie na nowo.

Maria- Od trzydziestu lat pracuje w szkole. Zawsze optymistycznie nastawiona do życia i pełna wiary w dobro. Mieszka od zawsze z matką pod jednym dachem i pomimo jej ciętego języka nie odwraca się od rodzonej matki. Uwielbia pisać wiersze, ale nie pokazuje ich światu.

Leokadia- Matka Marii. Straciła męża po którym pozostał tylko ogródek o którym zawsze marzyła. Czasami niszczyła go ze złości, a czasami pielęgnowała z czułością. Z biegiem lat ciężko Leokadii zajmowało się ogrodem, ale nie chciała od nikogo pomocy przy jego pielęgnowaniu. Wiele w życiu przeszła...

Karolina- To była przyjaciółka Marty. Ich relacje nie są zbyt dobre. Można nawet rzec, że chłodne. Przerost ambicji Karoliny był przyczyną zerwania więzi. Od zawsze konkurowała, chciała pokazać wszystkim, że jest lepsza, potrafi wszystko zdziałać lepiej niż inni. Jednak nie potrafi odnaleźć się w roli matki, ani żony, więc postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie.

Agata- Ma dwadzieścia cztery lata i kończy filologię angielską. Ma ukochanego faceta Grzegorza, który jest geologiem. Któregoś dnia do Agaty przychodzą przyjaciółki i wyciągają ją na imprezę. Niestety kobieta nie przebywa tam zbyt długo, gdyż wylewa wino na koszule mężczyzny na którego przez przypadek wpada...

Co tak na prawdę łączy te wszystkie kobiety? Co przytrafi im się w życiu? Czy wszystko wyjdzie na dobre? Odnajdą szczęście, czy raczej otrzymają kolejne kłody pod nogi z których nie będą w stanie się podnieść? Nie dowiecie się, jeżeli nie przeczytacie.

,,Dom na skraju" opowiada o kobietach, w różnym wieku, które mieszkają na pięknej ulicy Różanej, gdzie wszędzie kwitną przepiękne kwiatki. Każda z bohaterek mniej lub bardziej interesuje się ogrodnictwem. Wydawać by się mogło, że każda z tych kobiet ma udane życie, szczęśliwe, lecz gdy zagłębiamy się w dalszą historię ich życia przekonujemy się, że tak na prawdę nie jest proste jakby się wydawało. Mimo przeciwnościom losu nie poddają się, dążą do swojego szczęścia i pomagają sobie nawzajem. Ulica Różana to piękne miejsce do którego chciałabym trafić, poznać bohaterki, oraz móc spędzić choć chwile w ich towarzystwie. Każda z bohaterek pozostawiła we mnie ciepło, bezpieczeństwo, miłość, złość, oraz radość.

Kasia Bulicz- Kasprzak napisała kolejną wspaniałą wielowątkową książkę z którą nie chciałam się żegnać. Historię opisała bardzo lekko, z zaciekawieniem, oraz pasją. Tekst jest niebanalny, łatwo i szybko się go czyta. Dzięki tej książce poznałam na nowo autorkę. W każdej z bohaterek dostrzegłam charakterystyczne cechy pisarki jakie miałam okazje poznać na żywo lub dzięki portalowi społecznościowemu. Kasia wlała we mnie tyle miłości, piękna, radości, złości, smutku, że nie wyobrażałam sobie takiego szybkiego pożegnania z bohaterami. Doczekać się nie mogę kontynuacji historii bohaterek z ulicy Różanej. Mam nadzieję, że znowu urzekną mnie swoją historią tak jak było do tej pory. Gorąco polecam miłośnikom czytania książek. 

Tytuł: Dom na skraju
Autor: Kasia Bulicz- Kasprzak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 413
Ocena: 6/6

środa, 25 marca 2015

Wywiad z Remigiuszem Mrozem





1. Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem? Od zawsze marzył Pan o napisaniu własnej książki?


Powinienem powiedzieć, że od spotkania z Wordem, ale było trochę inaczej. Dwie pierwsze książki napisałem w PowerPoincie, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że byłem wtedy w trzeciej klasie podstawówki i nie potrzebowałem wiele wirtualnego miejsca do pisania.

A poważnie mówiąc, pierwsze kroki na dobre postawiłem w marcu 2011 roku, kiedy zacząłem pisać pierwszą książkę – Parabellum. Jakiś czas wcześniej skończyłem trylogię Stiega Larssona i nijak nie mogłem zapełnić czytelniczej pustki, która powstała po tych powieściach. Próbowałem z różnymi książkami, w końcu dochodząc do wniosku, że pora samemu zasiąść do pisania. Chodziło mi to po głowie od kiedy zacząłem dziergać książkopodobne twory w PowerPoincie, więc nie było trudno podjąć decyzji. A że akurat naszła mnie ochota na coś historycznego, padło na wrzesień 1939 roku.

2. Jak Pana rodzina zareagowała, kiedy oznajmił Pan im, że chce zostać pisarzem?

Ze wszech miar pozytywnie – choć ze zrozumiałym dystansem. Pamiętam, że mój tata ocenił to jako ciekawą „przygodę intelektualną” i przez jakiś czas trzymał się tej wersji. Właściwie pozostałe reakcje były podobne, a kiedy skończyłem pisać i wydrukowałem dwa pierwsze tomy Parabellum, zapanowało ogólne zdziwienie. Oto faktycznie powstała książka! Pierwsze reakcje najbliższych na zawsze zapadają pisarzowi w pamięć. I z każdym kolejnym rokiem coraz milej się je wspomina.

3. Kto Pana inspiruje do pisania?

Inspirują mnie pomysły, które kłębią się w głowie i nie dają mi żyć. Na początku swoje zrobił też Stephen King, bo czytałem i słuchałem wszystkiego, co miał do powiedzenia na temat pisania.

4. Na swoim blogu poruszył Pan temat polskiej literatury jaka obowiązuje w dzisiejszej szkole. A czy Pan lubił je czytać? Jaką książkę Pan najlepiej zapamiętał, a przez jaką nie przebrnął w ogóle?

Dobrze wspominam Goethego, Camus, Gombrowicza i Żeromskiego. Nie przebrnąłem przez wiele tytułów, jednak nie ze względu na archaizmy – bo je akurat lubię (sporo wysiłku zresztą kosztowało mojego pierwszego redaktora usuwanie ich z moich powieści). Problem z doborem lektur polega na tym, że kluczem jest odgórnie ustalona, zobiektywizowana wartość literacka, a nie atrakcyjność fabularna czy nawet stylistyczna. Chłopi dostali w 1924 roku Nobla? Trzeba czytać. Granica porusza ważkie problemy społeczne i gospodarcze lat trzydziestych? Trzeba czytać. Pal licho, że uczniów interesuje to tak, jak zeszłoroczny śnieg.

Przyświeca temu oczywiście szlachetny cel, ale warto zadać sobie pytanie, czy nie lepiej byłoby po prostu pokazać młodym ludziom, że czytanie może być świetną odskocznią od szarej rzeczywistości i inteligentną rozrywką? Wydaje mi się, że wszyscy wyszlibyśmy na tym lepiej.

5. Co skłoniło Pana by zacząć biegać? Czy podczas biegania słucha Pan muzyki, czy raczej przysłuchuje się dźwiękom natury?

Zwykła potrzeba ruchu. Zawsze prowadziłem aktywny tryb życia, czy to grając w piłkę, tenisa, czy jeżdżąc na rowerze. Po wyjeździe na studia do Warszawy początkowo musiałem rozeznać się w powyższych tematach, a zanim to zrobiłem, wypuściłem się po raz pierwszy na samotny bieg z muzyką. Nie od razu połknąłem bakcyla, ale pewnie nie bez znaczenia był fakt, że mój tata jest zaprawionym maratończykiem – nieraz wyciągał mnie na bieg. On jednak zawsze biega bez muzyki, a ja nie wyjdę z domu, jeśli rozładował mi się odtwarzacz. I chyba właśnie to stało się dla mnie kluczem do częstszych treningów. Kiedyś po prostu włączałem dobrą płytę i słuchałem, nie robiąc niczego innego – potem stwierdziłem, że o wiele lepiej sprawdza się to podczas biegu.

6. Zwróciłam także uwagę na zdjęcia z Tatr jakie umieścił Pan na swoim blogu. Często wyrusza Pan w trasę odkrycia na nowo tych pięknych gór? Posiada Pan jakieś specjalne miejsce do którego często lubi Pan powracać?

W sezonie wiosenno-letnio-jesiennym jeżdżę co miesiąc, w zimie dotychczas się nie pojawiłem, choć nieraz mnie korciło. Uwielbiam widok zaśnieżonych zboczy, choć chodzenie po śniegu już przy drugim stopniu zagrożenia lawinowego powoduje u mnie pewien dyskomfort. Pewnie po prostu trzeba się przyzwyczaić – w maju i czerwcu zresztą śniegu na wierzchołkach nadal jest sporo.

Mam kilka miejsc, które bardzo lubię – z niżej położonych, Czarny Staw Gąsienicowy. Świetnie widać górujący nad nim masyw Orlej Perci, postrzępione, surowe i złowrogie skały. Dużym sentymentem darzę też Polski Grzebień na Słowacji, ale prawdę mówiąc, gdzie się nie pójdzie w Tatrach Wysokich, jest cudownie.

7. Kasacja to Pana najnowsza książka i powiem szczerzę nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu, a najbardziej postać Chyłki. Już wiem, że to postać, która sama się zrodziła w Pańskiej głowie, ale zastanawia mnie inna kwestia. Dlaczego temat prawniczy? Skąd wziął się pomysł by akurat stworzyć taką książkę?

Trudno powiedzieć. Pewnego dnia po prostu pomyślałem, że ciekawie byłoby, gdyby jakiś adwokat musiał bronić oskarżonego o morderstwo klienta, który ani nie przyznaje się do winy, ani nie twierdzi, że jest niewinny. Takie pomysły wpadają i wypadają mi z głowy, czasem je zapisuję, czasem zachowuję w głowie na później, a czasem – jeśli akurat nic nie piszę ani nie redaguję – po prostu siadam do pisania.

8. W dzieciństwie był Pan aniołkiem, czy raczej diabełkiem? Jakie szczególne wydarzenie pamięta Pan do dziś?

Początkowo podobno aniołkiem, potem raczej diabełkiem. Nastoletni bunt moi rodzice wspominają bez rozrzewnienia, ale dla mnie był to ciekawy i potrzebny epizod. Chyba każdy nastolatek powinien w końcu dopuścić się jakiejś rewolty. Oprotestować ogólny porządek, stanąć w opozycji do ogółu, i próbować wszystkiego tego, co wydaje mu się ciekawe. Pewnie nie będę tak mówił, kiedy przyjdzie wychowywać swoje dziecko – ale w tej chwili wydaje mi się to całkiem sensowne.

9. Co sądzi Pan o stwierdzeniu, że młodzież czyta coraz mniej książek? Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

E. L. James pewnie by się nie zgodziła, ale to nieprzesadnie dobry przykład. Weźmy więc Suzanne Collins – ona również mogłaby poświadczyć swoim stanem konta, że poziom czytelnictwa wśród młodych ludzi jest dość wysoki. John Green, J.K. Rowling czy Veronica Roth również. Wydaje mi się więc, że ogólna tendencja jest pozytywna – a co ważniejsze, rozwojowa. Po jakimś czasie wielu z Johna Greena przesiądzie się na Bukowskiego czy Kerouaca. Każdy, kto zżyma się z powodu rzekomo mniej ambitnego doboru lektur, powinien mieć to na względzie.

10. Jakie jest Pana największe marzenie? Czy się już spełniło?

Mieć swoją półkę w księgarni – ale nie spełniło się, bo rozrzucają mnie po regałach. Jedna książka stoi na fantastyce, druga na kryminale, trzecia na sensacji, a czwarta na literaturze polskiej!

Ale poważnie mówiąc, marzy mi się to, co chyba każdemu innemu polskiemu autorowi – żeby jego książki zostały przetłumaczone na inne języki i wywołały boom na polską literaturę. Stieg Larsson rozpętał szaleństwo na punkcie Skandynawii, może komuś z nas uda się zrobić to samo tutaj?



Kasacja


Remigiusz Mróz (ur. 1987) jest doktorantem w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego raz autorem kilku publikacji naukowych. Wieża milczenia stanowi jego debiut literacki. Na dorobek autora składają się ponadto niepublikowane dotychczas powieści historyczne, science-fiction i polityczne.

(Informacje wzięte z Lubimyczytać.pl)

,,Ta książka to jazda bez trzymanki..." Pisze Katarzyna Bonda. Czy aby na pewno?

Joanna Chyłka- Silna, stanowcza, czterdziestoletnia prawniczka pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Zrobi wszystko by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Nosi mocno taliowany żakiet i obcisłą spódnicę. Pali Malboro, prowadzi jak psychopata, a w godzinach porannych w pracy jest niedostępna. Pierwsze kilka godzin spędzała przeważnie na buszowaniu po Lexie i opracowaniach naukowych, a przez resztę dnia udawała, że zajmuje się pracą. Któregoś dnia pod jej skrzydła zostaje przydzielony aplikant Kordian Oryński. Dyryguje nim, oraz stawia mu warunki. 

Kordian Oryński- To młody mężczyzna, ma zacząć pracować jako aplikant w biurowcu Skylight w kancelarii prawnej. Zamierzał teraz wejść w inny świat. Bezwzględny, brudny i niebezpieczny. Świat manipulacji, wielomilionowych machinacji pieniężnych i innych machlojek. W praktyce spodziewał się, że dostanie stertę starych dokumentów, zamknie się w jakiejś klitce, a później będzie wdychał kurz z archiwów przez kilka godzin. A mimo to nie mógł doczekać się początku swojej zawodowej przygody. Uwielbia palić papierosy Davidoffa, czym doprowadza Chyłkę do złości. 

Łączy ich nie tylko chęć palenia papierosów, ale także wspólna sprawa morderstwa. W pokoju widzeń siedzi młody mężczyzna oskarżony o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Był to zwyrodnialec, który zabił młodą dziewczynę i jej chłopaka, Zabójca na przemian dusił, dźgał, miażdżył i bił swoje ofiary, a potem siedział wraz z trupami w mieszkaniu przez dziesięć dni. Chyłka wiedziała, że jest winny, chciała coś od niego wyciągnąć, jakie miał intencje, dlaczego akurat taką metodą zabijania się posłużył. Jednak chłopak nie przejmował się zarzutami, był pewny, że ojciec go stąd wyciągnie. Czy uda jej się przestraszyć potencjalnego mordercę? A może razem z Kordianem odnajdą inne motywy zbrodni? Czy na prawdę młody mężczyzna jest winien dokonanej zbrodni? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie. 

,,Kasacja była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Remigiusza Mroza. Zabrałam się za nią po przeczytaniu samych pozytywnych recenzji na jej temat i muszę powiedzieć, że nie żałuje swojej decyzji. Autor stworzył bardzo ciekawą historię prawniczą, która jest dopracowana na ostatni guzik, bohaterowie jak i świat prawniczy bardzo dobrze wykreowany, nie odpychają, a wręcz przyciągają nas do siebie, potrafią zachęcić do zagłębienia się w dalszą lekturę.

Kordian Oryński w książce został przedstawiony jako przestraszona ciamajda, która dopiero wkracza w niezwykły świat prawniczy. Dzięki Chyłce zdobywa większe doświadczenie, oraz wiedzę z czego bardziej staje się interesującą postacią.

Joanna Chyłka to nietypowa kobieta. Cięta, chamska, nie ugięta, dążąca do celu, nie poddaje się, a na rozprawie potrafi zwrócić uwagę swoją mądrością i sprytem. Pomimo, że kobieta trochę przeraża swoim chamstwem to nie sposób jej nie lubić.

Osobno są niezwykli, lecz razem stanowią dobrze zgrany zespół. Joanna ciętym językiem potrafi skupić na sobie wzrok ludzi zgromadzonych na sali sądowej, a Kordian z młodym i szybko wchłaniającym mózgiem potrafi nie jednego zadziwić swoim intelektem.

Jak książka mi się podobała? Powiem tak... Oczekiwałam wielkiego BUM! A otrzymałam go dopiero w połowie książki. Dopracowana jest do perfectu, wciąga od pierwszej strony, ale oczekiwałam mocniejszych wrażeń po przeczytaniu bardzo ciekawych recenzji na jej temat. Autor potrafi zaciekawić, zaskoczyć, zadziwić oraz doprowadzić czytelnika do złości. I pomimo braku wielkiego BUM! na początku książki bardzo dobrze bawiłam się wraz z bohaterami autorstwa Remigiusza Mroza i z przyjemnością zabiorę się za kolejne jego książki. Polecam.


Tytuł: Kasacja
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta strona
Ilość stron: 500
Ocena: 5+/6

sobota, 21 marca 2015

Dziewczyna z Ajutthai



Główną bohaterką jest Joanna. Miała trzydzieści cztery lata, apartament w drogim miasteczku, białe bmw w garażu i trochę pieniędzy odłożonych na koncie. Codziennie o siódmej wstawała do pracy, lecz któregoś dnia po przebudzeniu uświadomiła sobie, ze nigdzie nie musiała się spieszyć.

Jak każdego dnia Joanna siedziała w swoim eleganckim gabinecie, pracując nad prezentacją na najbliższe spotkanie zarządu. Tego też dnia szef wezwał ją do gabinetu by oznajmić, że musi ją zwolnić, a jej stanowisko zostanie zlikwidowane. 


Kobieta, gdy to usłyszała myślała, że to wszystko jej się śni. Przecież jej nie można wyrzucić jak śmiecia? Stanowiła z firmą jedną całość. Przez ostatnie lata poświęcała korporacji wszystko. Harowała codziennie po dziesięć godzin, często także w weekendy... 


A teraz leżała na łóżku i patrzyła w sufit. Przez ten jeden dzień ze zgryzoty postarzała się o kilka lat. Czuła się całkowicie pusta. Była niczym porcelanowa lalka, stłuczona przez czyjś niepoważny ruch, rozsypana na tysiąc kawałeczków, których nie da się już posklejać. 


Kariera w firmie farmaceutycznej, sprawiła, że zabrakło jej czasu na założenie rodziny, nie miała też zbyt wielu przyjaciół. Faceta na stałe także nie miała. Każdy prędzej, czy później przegrywał z pracą... Co będzie dalej z karierą Joanny? Znajdzie nową pracę, która znowu ją całą pochłonie? A może facet zawróci jej w głowie? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.



Kolejna cudowna książka autorki Agnieszki Walczak- Chojeckiej. Cieszę się, że mogłam poznać kolejną twórczość pisarki.

Autorka tym razem zabiera nas w świat biznesu. Joanna zostaje wyrzucona z pracy i nasuwa się pytanie dlaczego? Przecież nic nie zrobiła, harowała jak wół każdego dnia, aż tu nagle z nie wiadomo jakiego powodu dostała wypowiedzenie. Ten cios sprawił, że nie potrafiła się z tego otrząsnąć. W tych trudnych chwilach wspiera ją rodzina, przyjaciółka Iza. Sądziłam, że dziewczyna załamie się, ale milo zostałam zaskoczona. Podróż do Tajlandii odmieniła życie bohaterki. Nie żyje już w takim biegu, jest rozluźniona i nie myśli o pracy z której została perfidnie wyrzucona...

,,Dziewczyna z Ajjuthai" jest książką bardzo lekką i ciekawą. Książka wciąga od pierwszych jej kartek. Jest wielowątkowa, więc mamy okazję poznać lepiej barwne postacie, które pojawiają się w historii.  Przeniosła mnie w magiczny świat Tajlandii. Wraz z bohaterami przeżywałam różne rozterki, smutki i radości. Książka pozostanie w moim sercu na długo i jeżeli, kiedyś będę miała okazję odwiedzić Tajlandię na pewno wyruszę śladami Joanny, by poczuć te wszystkie piękne emocje. Pani Agnieszko jest pani cudowną kobietą, która potrafi pochłonąć czytelnika do reszty. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania, oraz pani najnowszej książki. Czuje, że i ona trafi do mojego serca. Dziękuję za ,,Dziewczynę z Ajutthai", dzięki niej uśmiech nie schodził mi z twarzy. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji poznać twórczości pani Agnieszki to nie czekajcie tylko biegnijcie do księgarni, a nie pożałujecie. Pozdrawiam.

Tytuł: Dziewczyna z Ajutthai
Autor: Agnieszka Walczak- Chojecka
Wydawnictwo: 2 piętro
Ilość stron: 213
Ocena: 6/6

poniedziałek, 16 marca 2015

Robert i Róża- Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej




Niziołkowie to nietypowa rodzina. Nie przesiaduje przed komputerem, nie ogląda telewizji, nie spędza czasu ze znajomymi... Każdą wolną chwilę poświęcają czytaniu książek. Ta pasja przechodziła w tej rodzinie z pokolenia na pokolenie, a wszystko zaczęło się od Roberta i Róży.

Robert Niziołek to tata dzieci Gosi (Perełka), Jana Peregryna, oraz Eleonory Pulcherii. Od dziecka fascynował się czytaniem książek. Zabierał lekturę ze sobą, chował się do szafy i zatapiał się w magii historii. Najbardziej zaciekawiła go książka ,,Władca pierścieni", gdyż hobbici nazywani są tam niziołkami, czyli tak samo jak mają na nazwisko główni bohaterowie. Robert czytał co się dało, robił to cały ciałem, duszą, oraz sercem. Któregoś dnia postanowił zostać tłumaczem, by móc czytać sobie książki w oryginale. 

Róża Kotoń- Pasję czytania odziedziczyła po swojej matce. Uwielbiała tworzyć różne bajki z głównymi postaciami książek i nigdy ich historia nie kończyła się źle tylko z wielkim Happy Endem. Od dziecka lubiła, gdy ktoś siadał obok niej z książką w ręce i czytał jej różne ciekawe historie, które nie zawsze były zgodne z treścią książki, lecz mała Róża nie przejmowała się tym i z ogromnym uśmiechem na ustach wsłuchiwała się w głos czytającego.

Niziołkowie żyją w świecie fikcyjnym, nie realnym, pełnym bohaterów pozytywnych jak i negatywnych. Dla nich nie liczy się świat rzeczywisty. W każdej wolnej chwili marzą by zatopić się w świecie książki, by móc później z całą rodziną dyskutować na temat wniosków jakie z niej wyciągnęli. A największą uwagę skupiają na trylogii Tolkiena, dyskutują na jej temat przy rodzinnym stole, rzucają ulubionymi wątkami, porównują ekranizację filmu z oryginałem. To nietypowa polska rodzina, która ma bzika na punkcie książek.

Za książkę zabrałam się dzięki Wydawnictwu Replika. Sądziłam, że dzięki tej książce miło spędzę czas z bohaterami... Ale trochę się rozczarowałam.

,,Robert i Róża- Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej " to książka o ludziach lubiących czytać. Pisarka bardzo dużo w tekście wplotła porównań i cytatów z różnych tekstów książek o których ja (w moim 19-sto letnim życiu nie słyszałam) dlatego nie miałam pojęcia o kogo chodzi. Do tego sądzę, że autorka dość chaotycznie opisała całą powieść, gdyż miałam problem z odnalezieniem właściwego toku myślenia bohaterów.

Podsumowując uważam, że będzie to dobra lektura dla czytelników nieco starszych, którzy najprawdopodobniej zetknęli się z tymi tytułami. Fajna powieść dla tych, którzy pokochali trylogię Tolkiena. 

Tytuł: Robert i Róża- Niziołkowie z ulicy Pamiątkowej
Autor: Małgorzata Klunder
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 192
Ocena: 3,5/6




piątek, 13 marca 2015

Obietnica Łucji


Dorota Gąsiorowska (ur. 1975) – Mieszka pod Krakowem, dokąd uciekła od zgiełku miasta. Pisała od zawsze. W końcu zdecydowała się przesłać swoją powieść do wydawnictwa. Urzekła wszystkich. Pracuje już nad kolejną książką.


,,Obietnica Łucji'' to wzruszająca opowieść o nadziei i prawie. Historia o przeznaczeniu, które zawsze chodzi swoimi ścieżkami...


Główną bohaterką książki jest Łucja właścicielka dobrze prosperującego biura podróży. Z wykształcenia jest historykiem i pedagogiem, jako nauczycielka pracowała tylko przez trzy lata, zaraz po studiach. Marzyła jednak o własnym biurze. Systematycznie odkładała pieniądze, wierząc, że to marzenie uda się kiedyś zrealizować. Któregoś dnia jej mąż Karol otrzymał spadek po krewnych. Wtedy właśnie podjęli decyzję o otwarciu biura podróży czego konsekwencją była rezygnacja Łucji z pracy w szkole. Początkowo brakowało jej nauczania, ale stworzenie firmy wymagało całkowitego zaangażowania. Od razu wpadła w wir nowej pracy...

A teraz zamierzała zacząć życie od nowa. Dlaczego dobrze sytuowana kobieta porzuca wygodne życie w wielkim mieście? Na to pytanie może odpowiedzieć tylko ona sama, choć właściwa decyzja, którą podjęła pod wpływem impulsu, nawet dla niej jest zagadką. Bez żalu zostawia wielki apartament na jednym z pięknych wrocławskich osiedli...

Nie żałuje swojego życia. Nie jest w nim szczęśliwa, spełniona. Sukces finansowy przyniósł jej materialną stabilizację, ale nie dał zadowolenia. Bardzo pragnie dziecka. Nie udaje jej się jednak zostać matką. Teraz ma czterdzieści lat i ciężki bagaż doświadczeń, w tym niezbyt udane małżeństwo. Nie boi się zmian mimo kruchości jest silna i niezależna. Czy przypadkowe trafienie do Różanego Gaju- uroczego miasteczka ze starym, zniszczonym pałacem odmieni diametralnie jej dotychczasowe życie? Nie przekonacie się jeżeli nie przeczytacie.

Obietnica Łucji wywołała we mnie wiele emocji jak złość, radość i smutek. Książka rozpoczyna się ucieczką Łucji z bogatego, ale smutnego bez radości i szczęścia życia. Pomimo luksusu, wygody postanawia wszystko zostawić i zamieszkać w Różanym Gaju. Zmiany czasami wydają się trudne, ale pozwalają na podjęcie odpowiednich decyzji.

,,Obietnica Łucji'' jest bardzo lekka, szybko, oraz z zaciekawieniem się ją czyta. Okładka przyciąga wzrok, a tytuł intryguje tajemnicą historii bohaterki. Autorka ma bardzo lekki styl pisania, potrafi wciągnąć czytelnika od pierwszej kartki. Opisy sprawiają, że czytelnik czuje jakby znajdował się wraz z bohaterką w książce. Posiada także swoją tajemnicę, z każdym rozdziałem ciekawość rośnie, czy bohaterce uda się odnaleźć ojca córki chorej kobiety, a może odnajdzie swoją prawdziwą miłość i szczęście? Książka przekazuje nam nadzieję, prawdę, oraz to, że przeznaczenie chodzi swoimi ścieżkami i nie zawsze jesteśmy w stanie przekierować ją na właściwe tory. Może odnajdziesz w niej to wszytko? Bo ja odnalazłam i przekonałam się, że bohaterka pozostanie w moim sercu na długo. Dlaczego? Nie powiem... Chwyćcie za książkę i przekonajcie się sami, a może zobaczycie, że przypomina po części was samych? Polecam.

Tytuł: Obietnica Łucji
Autor: Dorota Gąsiorowska
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron: 428
Ocena: 6/6

sobota, 7 marca 2015

Klucz do nieba


Książka przedpremierowa 



Joanna Svensson- Już od wczesnej młodości pisała wiersze i nowele. Jednak po przeprowadzce do Niemiec utwierdziła się w przekonaniu ,,że ma coś do powiedzenia'', a jej dar pisania dojrzał i zaczął coraz bardziej owocować prozą i liryką.

(Wiadomości wzięte z http://joannasvensson.pl/)


Bohaterką książki jest Julia, która mieszka w Szwecji. Pierwszy raz nie spędzi świąt Bożego Narodzenia z mężem Perem i dziećmi. 


Jedzie do swojego znajomego Dirka, który mieszka w Niemczech.  Per nie robi jej z tego powodu żadnych wyrzutów. Dał jej rok do namysłu, mając nadzieje że zmieni zdanie i nie zgodzi się na podróż. Wiezie ją nawet na lotnisko pomimo tego, że jedzie do jego rywala, który za wszelka cenę chce ją mu odebrać, zniszczyć ich rodzinę przez swoją egoistyczną miłość. On dał jej wybór, ponieważ ją kocha. 


Julia usprawiedliwiała się przed samą sobą że zaczyna nowe życie. Poznała nowych ludzi, zaczęła na nowo szkołę , a teraz będzie się jeszcze uczyć języka niemieckiego, mieszkać u Dirka i jeździć wynajętym samochodem. W myślach mówi sobie, że chodzi tu o nią, o Julię Bengtsson i tego czego ona chce. Chce zmiany, takiej aby czuła, że żyje dla siebie. Chce przeżyć wielką miłość. Miłość dojrzalej kobiety.


Dziewczyna w czasie podróży rozmyślała nad wyglądem Dirka, jak bardzo się zmienił. Każdego dnia wieczorem rozmawiała podekscytowana z mężczyzną. Jej mąż pracował cały czas poza domem, a wracał tylko w weekendy, jej dzieci były zajęte swoimi sprawami, więc pocieszenie znalazła w rozmowach z Dirkiem. Stawał się jej coraz to bliższy. Cieszyła się, że interesowało go dosłownie wszystko związane z jej osobą. Może dlatego się z nim tak związała?



Kogo kobieta wybierze? Dirka mieszkającego w Niemczech, który ją szalenie kocha i chce by skończyła małżeństwo ze swoim mężem, czy wróci do swojego męża Pera, który mieszka razem z nią w Szwecji i próbuje odzyskać jej miłość? Kobietę czekają ciężkie dylematy. Każdego darzy głębokim uczuciem i żadnego z nich nie chce skrzywdzić. Kogo powinna wybrać?- te słowa ciągle szumią jej w uszach. A wy jak myślicie? Wróci do męża, czy może zostanie z Dirkiem?

Denerwował mnie fakt, że główna bohaterka zostawiła swojego męża i dzieci tylko dlatego, że zapragnęła nowego życia. Poleciała do Niemiec do mężczyzny, którego tak na prawdę nie znała. To najbardziej denerwowało mnie w całej książce. Fajnie, że chciała się nauczyć niemieckiego i coś zmienić w swoim życiu, ale jakim kosztem? Mąż z dziećmi zostali, a ona teraz miała zacząć wszystko od nowa. 


Także w książce bardzo irytowało mnie zachowanie Dirka. Skrywał różne tajemnice, kłamał, odpowiadał wymijająco na pytania. Czy to jest dobra osoba by wiązać się z nim? Dlaczego nie wyjawił wszystkiego Julii nim doszło do tragedii? Rozumiem, że mógł ją chronić, ale jakim kosztem? Kłamstwo ma krótkie nogi i zawsze wyjdzie na jaw, czy tego chcemy, czy też nie. Pomimo skrywanych tajemnic to na prawdę ciepła osoba, która bardzo pokochała Julię z całego serca.


Jaka jest moja ocena tej książki? Jest dobrze napisana, bardzo lekka, nie banalna, szybko się ją czyta, dobra na spokojne dni. Jednym minusem jest to, że momentami jest strasznie chaotyczna z powodu czego miałam niewielkie problemy z treścią fabuły. Moim zdaniem autorka dobrze wykreowała swoich bohaterów, przekazała wszystkie emocje jakie trapiły literackie postacie z czego bardzo łatwo potrafiłam zrozumieć ich zachowanie i decyzje jakie podejmowali. Pomimo decyzji jakie podjęła w swoim życiu główna bohaterka, potrafiłam ją w niektórych momentach zrozumieć. Jeżeli masz ochotę zapoznać się z tą książką to zachęcam cię do jej przeczytania. Polecam.



Tytuł: Klucz do nieba
Autor: Joanna Svensson
Wydawnictwo: Literackie Białe Pióro
Ilość stron: 319
Ocena: 4,5/6

czwartek, 5 marca 2015

Ballada o ciotce Matyldzie


Ciepła i pełna humoru książka o sile kobiet, które potrafią walczyć o swoje szczęście. Historia o przyjaźni, która przychodzi niespodziewanie, i miłość, której trzeba się uczyć na nowo. Powieść o tym, że jedni odchodzą, żeby zrobić miejsce innym, i że dobrych ludzi na świecie nie brakuje...


A wszystko zaczęło się od momentu, kiedy ciocia Matylda postanowiła umrzeć...


Matylda to stanowcza, niewysoka, drobna starsza pani. Zwykła sama o wszystkim decydować. To kobieta, która potrafi sobie zjednać każdego i czarującym uśmiechem załatwić najtrudniejszą sprawę. Zawsze wie czego chce i nikt, kto ją zna nie śmiał się jej woli sprzeciwić. Jej kotek Frędzel zawsze jej towarzyszył, a siostrzenicę traktowała jak rodzoną córkę. 


Joanna siostrzenica Matyldy spodziewała się dziecka. Starsza kobieta była pewna, że urodzi się dziewczynka, dlatego kazała Joance obiecać, że po jej śmierci dziecko odziedziczy jej imię. Siostrzenica w spadku miała otrzymać po zmarłej ciotce jej własny biznes, oraz dwóch uroczych wspólników Olgierda i Przemysława.  Oluś i Przemcio obiecali starszej kobiecie na łożu śmierci, że zawsze pomogą Joannie bez względu na wszystko będzie mogła na nich liczyć. Czy mężczyźni temu podołają?


Joanna była żoną Piotra. Jego często nie było w domu, wyjeżdża w różne zakątki 
świata. Upodobał sobie jednostki badawcze, był na ogół dość trudno osiągalny, dlatego mało zajmował się swoją żoną. Czy, gdy Joanna urodzi jego potomka Piotr będzie przykładnym ojcem i mężem, a może coś innego trzymać go będzie z dala od domu?


Kolejna cudowna książka Magdaleny Witkiewicz. Każda jej książka wzrusza, doprowadza do bólu brzucha, złości lub napawa ogromną radością. Opowiada o prawdziwym życiu jaki spotyka nas na co dzień. Także i tym razem nie zawiodłam się na pisarce. Od samego początku poczułam sentyment do cioci Joanny, do samej bohaterki jak i do dwóch osiłków. Każdy z nich wzbudził we mnie tyle ciepła i radości. Dzięki takim historiom potrafię się w stu procentach rozluźnić, ale nie obyło się także od niewielkich zgrzytów zębami w niektórych momentach. 


,,Balladę o ciotce Matyldzie" postanowiłam zostawić sobie na odpowiednią okazję . Potrzebowałam relaksu przy cudownej książce. 


Książka bardzo lekko napisana, wciąga od pierwszej kartki i nie pozwala się od siebie oderwać. Autorka przenosi nas w niezwykły codzienny świat, z którego nie będziemy chcieli się szybko wydostać. Nim się obejrzymy z niedosytem będziemy odkładać przeczytaną książkę i sięgniemy po kolejną jej powieść. Jeżeli nie mieliście okazji przeczytać książek Magdy to zachęcam was byście zrobili to jak najszybciej, a nie pożałujecie.



Tytuł: Ballada o ciotce Matyldzie
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 290
Ocena: 6/6