Wywiad z Magdaleną Zimniak


1. Jak zaczęła się pani przygoda z pisaniem?


Odkąd pamiętam, chciałam być pisarką. W drugiej klasie szkoły podstawowej nauczycielka stwierdziła, że mam paskudny charakter pisma i kazała mi ćwiczyć kaligrafię. Oczywiście, nawet mi nie przyszło do głowy przepisywać cudzych tekstów. Stworzyłam najpiękniejszą baśń o królu, królewnie i tysiącach perypetii, które musieli przeżyć. Nauczycielka tylko spojrzała i stwierdziła, że moje pismo wciąż pozostawia wiele do życzenia. To było pierwsze rozczarowanie młodej pisarki. Trochę się obraziłam, ale w liceum od czasu do czasu coś tam skrobnęłam. Niestety, komputery nie były wtedy popularne, a ja nie jestem zbyt porządną i dobrze zorganizowaną osobą, więc wszystkie moje arcydzieła zaginęły. Potem robiłam masę innych rzeczy, ale marzenie o pisaniu wciąż tkwiło. Kiedy moja starsza córka, Ania, miała kilka lat, pisałam dla niej baśń, którą ona do tej pory uważa za moje najlepsze dzieło. Później całkiem poważnie zaczęłam tworzyć opowiadania, ale nie byłam pewna, co z nimi zrobić. Ania, wtedy już nastolatka, przyszła mi z pomocą, przynosząc czasopismo Akant i namawiając, żebym tam wysłała tekst. Zrobiłam to i został przyjęty. Potem spróbowałam z powieściami i już nie mogę się zatrzymać 

2. Co pani poczuła, gdy wyczytali pani nazwisko, ogłaszając, że wygrała pani nagrodę ,,Pióra i pazur" za Jezioro Cierni?
Wielką radość oczywiście. Na zdjęciach widać, że podniosłam pięść w geście zwycięstwa . Każdy autor pragnie być doceniony, a kiedy doceniają czytelnicy, satysfakcja jest największa. To potwierdzenie, że to, co piszę, trafia do ludzi, podoba się.

3. Skąd wziął się pomysł na stworzenie historii o Matyldzie i o tym, że Beata dopiero po śmierci rodziców tak naprawdę dowiaduje się o zaistniałych sytuacjach?

Bezpośrednią inspiracją była książka Antoinette van Heugten „Dotknąć prawdy” . Występuje tam osoba, cierpiąca na zaburzenie psychiczne, które jest tematem mojej powieści. Przedstawienie problemu wydało mi się spłaszczone. Zdałam sobie sprawę, że nie pierwszy raz spotykam się z tym w literaturze czy kinematografii. Ilekroć czytałam książki bądź oglądałam filmy dotykające tego tematu, raziła mnie jednostronność i tendencyjność. Postanowiłam zrobić to inaczej. Z sygnałów, które mnie dochodzą, wnioskuję, że przynajmniej częściowo mi się udało. Beata dowiaduje się o wszystkim dopiero po śmierci rodziców po pierwsze dlatego, że jej mama postanowiła niczego jej nie mówić i wychować ją w poczuciu bezpieczeństwa, po drugie, może nawet ważniejsze, fabuła opiera się na stopniowym odkrywaniu prawdy przez bohaterkę. 

4. Sądzi pani że młoda Matylda dobrze postąpiła, gdy naraziła na niebezpieczeństwo swoje życie, by jej rodzina zwróciła na nią uwagę?

Matylda była chora. Jej postępowanie było wynikiem choroby. Człowiek zdrowy nie poszedłby tą drogą. 

5. Jakie jest pani motto, którym kieruje się pani w życiu?

Nie mam motta życiowego. Staram się nie wpadać w pułapkę stereotypowego myślenia oraz dostrzegać w ludziach dobre cechy. Jakoś mi się udaje i naprawdę ludzi lubię. Jeśli chodzi o pracę, uwielbiam powiedzenie, które przypisuje się Edisonowi: „Genius is one percent inspiration, ninety-nine percent perspiration”(Geniusz to jeden procent natchnienia, dziewięćdziesiąt dziewięć procent wypocenia). Powtarzam je swoim córkom, aż czasami zwracają mi uwagę, że przesadzam. Nudzę po prostu 

6. Zastanawiała się pani nad tym, czy by się pani zajmowała gdyby świat pisarski nie był dla pani?

Nie utrzymuję się z pisania. Jak to się mówi, pieniądze z tantiem na razie wystarczają na waciki. Prowadzę szkołę angielskiego, w której uczę i bardzo to lubię. 

7. Zawsze marzyłam o tym by w przyszłości napisać własną książkę, lecz nikt w to nie wierzy, dlatego chce im udowodnić, że się mylą. A jak było z panią? Czy rodzina wspierała panią w spełnieniu marzenia?

Nie mogę na to pytanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Mama traktowała moje marzenie jak mrzonkę, dopóki nie zobaczyła wydrukowanej książki. Brat nie czytuje, bo uważa, że to powieści nie w jego stylu. Mąż uznał, że jeśli się za to biorę, to widocznie mam jakieś pojęcie. Córki zawsze we mnie wierzyły i dotąd mam w nich największe wsparcie. 

8. Co w procesie pisania sprawia pani największy problem? Opis bohaterów, fabuła, czy raczej coś innego?

Miewam problemy z właściwym użyciem słów. Pomysły są niezłe, wyobraźnia nie szwankuje, daję radę z konstrukcją. Najtrudniejszy jest język i szlifowanie go uważam za najważniejsze. 

9. Czy posiada pani jakieś inne zainteresowania prócz pisania?
Uwielbiam czytać, ale to chyba jasne. Bardzo lubię sport; w młodości grałam zawodniczo w tenisa, co roku jeżdżę na nartach. Kocham góry o każdej porze roku, zdobycia szczytu nie da się porównać z niczym innym. 

10. Wspomnienie z dzieciństwa jakie pamięta pani do dziś?

To wspomnienie z początku szkoły podstawowej. Byłam z rodziną nad morzem. Tata, który zawsze był dla mnie wzorem, powiedział, że jeżeli przepłynę od falochronu do falochronu, dostanę złoty medal. Udało się i medal zawisł na mojej szyi. To był taki metalowy krążek, który można było kupić w każdym kiosku. Do dziś pamiętam przepełniającą mnie dumę. Później zdarzało mi się dostawać różne nagrody, ale uczucie satysfakcji nigdy nie powtórzyło się z taką intensywnością.





Komentarze