W żywe oczy- na początku spisałam ją na straty, a potem bum!


W życiu każdy przybiera różne maski. Z obawy, że nasze prawdziwe ,,ja'' nie spodoba się społeczeństwu. Wolimy udawać kogoś kim nie jesteśmy, bo tak jest łatwiej. Wchodzimy w rolę kogoś, kogo sobie stworzyliśmy. Piękniejszego, odważniejszego, nie bojącego się wyzwań. Granica między rzeczywistością, a tym światem stworzonym przez człowieka jest bardzo cienka. Łatwo się w nim zatracić i zagubić.

Claire pracuje dla kancelarii prawnej specjalizującej się w sprawach rozwodowych. Jej zadaniem jest sprawdzanie czy żonaci mężczyźni są wierni swoim kobietom, zdobywanie niezbitych dowodów ich winy lub ich braku. To ona wykłada karty, ona dyktuje jak cała gra się potoczy. Jednak i jej życie zaczyna się gmatwać, gdy poznaje Patricka Foglera, a ona sama zostaje wciągnięta w sprawę o morderstwo.

Powiem wam szczerze, że na początku chciałam wyrzucić książkę przez okno. Gdy przeczytałam kilkanaście rozdziałów, nie byłam w ogóle przekonana do lektury. Wplatanie scenek teatralnych wydało mi się głupim i kiczowatym zabiegiem zainteresowania czytelników opowieścią. One powodowały, że wybijałam się z rytmu czytania i potęgowały moją irytację. Nie byłam przekonana do tak poprowadzonej historii z odgrywaniem scenek niczym z dramatów, które w liceum trzeba było na siłę przeczytać. ,,W żywe oczy'' była przeze mnie prawie spisana na straty. Czytałam ją od tak, leniwie z przeświadczeniem, że po kolejnym rozdziale odkładam ją na półkę i już nigdy do niej nie wracam. Jednak po pierwszym chaosie, niezrozumieniu fabuły, nastał przełom i zaczęło się coś dziać, a moja ciekawość zaczęła wzrastać w miarę pochłaniania powieści.

Wszystko zaczęło klarownie się układać, puzzle trafiły na właściwe miejsce, niektóre zabiegi wykorzystane w powieści zaczęły rozjaśniać niezrozumiałe na początku sytuacje, dlaczego tak, a nie inaczej została poprowadzona fabuła. Jednak nie wszystko zostaje wyłożone na stół. Autor nieźle pociąga za sznureczki, nie łatwo odgadnąć, co wydarzy się dalej i do samego końca trzyma w niepewności. Powoduje mętlik w głowie, skłania do myślenia, momentami szokuje, a już z pewnością przeraża to, co siedzi w głowie głównej bohaterki. Historię widzimy jej oczami. Nie jesteśmy pewni czy to, co dzieje się wokół jest prawdą czy fikcją stworzoną przez jej wyobraźnię. Raz jej wierzymy, a raz patrzymy na nią nieufnie.

Do Claire nie zapałałam zbytnią sympatią. Momentami jej zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Wyidealizowane gesty, słowa, mimika, postawa, przekształcanie spotkań w scenki wyjęte niczym ze światowego teatru. Wszystko takie sztuczne, przerysowane, nieprawdziwe, bycie ciągle w centrum uwagi. Z czasem zrozumiałam dlaczego postać została tak przedstawiona i zaczęłam spoglądać na nią przychylniejszym okiem. Autor chciał tą postacią wywołać w czytelniku skrajne emocje i muszę powiedzieć, że mu się to udało. Do końca nie wiadomo, czy to, co się wydarzyło było tylko stworzone przez wyobraźnię bohaterki czy miało miejsce naprawdę. Ja sama gubiłam się w tym świecie, raz Claire wierzyłam i w duchu ją broniłam, a raz patrzyłam na nią nieufnie i spisywałam ją na straty.

Książka trzymała mnie w swoich szponach do samego końca i cieszę się, że tak szybko nie zrezygnowałam z lektury, bo zapewniła mi niezapomniane chwile i emocje. Czyta się ją jednym tchem, przez kolejne rozdziały przelatuje się w okamgnieniu, ciekawość nad poprowadzeniem fabuły bierze górę. Czy mieliśmy rację względem bohaterki, czy jednak nie. Podoba mi się to, że historia została tak doskonale spleciona, tak poprowadzona, że nie mogłam odłożyć książki ani na chwilę nim nie poznam prawdy. Ciekawy styl autora, do tego tak zgrabnie nami manipuluje, wodzi nas za nos, nie wyjawia wszystkich asów, akcja nie stoi w miejscu, ciągle posuwa się do przodu, sprawia, że lektura pozostaje w umyśle czytelnika na bardzo długo. Gorąco polecam.


Tytuł: W żywe oczy
Autor: J P Delaney
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 420
Ocena: 5/6

Komentarze

  1. Jestem naprawdę ciekawa tej książki i na pewno ją przeczytam. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. To już druga pozytywna opinia, na którą dzisiaj trafiłam! Ja mam tę książkę w planach, bo czytałam "Lokatorkę", która bardzo mi się podobała. Mam dzieję, że "W żywe oczy" też mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza