Ocalona z Auschwitz. Pójdę za tobą na koniec świata



Miejsce, które przeraża. Miejsce, które odebrało wiele istnień, człowieczeństwa, osobowości, nadziei na jakikolwiek ratunek. Piekło na ziemi pełne ludzkich tragedii, bezwzględnych sadystów, gdzie diabeł mówi dobranoc, a na samą myśl o nim cierpnie skóra i serce zaczyna gwałtowniej, szybciej bić. Przez jedną decyzję człowieka, świat wielu osób przestał bezpowrotnie istnieć. Skończyły się marzenia, radość, szczęście, miłość, bezpieczeństwo. W ich miejsce wkroczył strach, niepewność, obawa, ciągłe oglądanie się za siebie, głód, bezradność, poczucie pustki i rezygnacji na to, że jeszcze będzie dobrze. Gdy pojawiał się jakikolwiek płomyk nadziei na szczęśliwe zakończenie, wyzwolenie, oprawcy szybko je gasili swoją brutalnością i bezwzględnością. I tylko pamięć o nich, o tamtych wydarzeniach, ofiarach Holocaustu może spowodować, że ta tragedia, która się odbyła, nigdy nie zostanie zamieciona pod dywan. 

To bardzo przejmujący kawałek naszej historii. Wspomnienia, relacje, emocje, które przerażają, podnoszą włoski na karku. Dlaczego ktoś dopuścił, by to miejsce powstało i pochłonęło tyle niewinnych istot? Odebrał godność, człowieczeństwo, przynależność nadając osobie tylko kolejny numerek w rejestrze? Wojna przynosi zgliszcza, ogromne nieszczęście, dramat, ból, morze krwi i łez, głód i zwierzęcą walkę o życie bez względu na wszystko. Gdzie za dobroć serca, wsparcie trzeba mocno płacić, a perspektywy szczęśliwej przyszłości, skurczone są do dnia dziś, bo nigdy nie wiadomo czy nowy świt dla nas nadejdzie. 

Dotąd powieść trzyma mnie w swoich sidłach, a każda myśl o osobach, które bezpowrotnie odeszły, nie zasmakowawszy już nigdy wolności i bezpieczeństwa, wywołują łzy i złość na okrutność losu oraz ludzi, przez których powstało to piekło na ziemi. Zamykając oczy, pod powiekami materializowały się obrazy, w nozdrza uderzał zapach strachu, śmierci, brudu i rezygnacji, a do uszu dolatywały przejmujące krzyki, płacz i błaganie o życie. Powieść rozpoczyna dość sielski okres. Mimo że brakowało często pieniędzy, nieraz trzeba było wielu rzeczy sobie odmawiać, to ludzie cieszyli się z tego, co mają. Że mają siebie, bliskich, na których mogą polegać. Później do rzeczywistości Franciszki i Wawrzyńca wkracza uciekinier, który wnosi do ich wspólnego życia wiele zamieszania, trudnych decyzji do podjęcia, niepewności. 

Piękna, a zarazem tragiczna opowieść małżeństwa i ich ogromnej sile miłości, poświęceniu. Z przyjemnością zapoznam się z wcześniejszymi pozycjami autorki. Gorąco polecam!

Komentarze

Prześlij komentarz